Czacik-kiełbasik ;b

środa, 14 sierpnia 2013

Na Konkurs Esterka11

To jest mój loid :3 Nazywa się Gekko Annie ("Blask Księżyca Annie" xD), ma 16 lat, a jej atrybutem jest finka harcerska ;3


poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Bon Apetit!

Yo, jakiś czas temu umówiłam się z rodzinką, że będziemy robić obiady na zmianę. Dzisiaj była moja kolej. Po raz pierwszy udało mi się stworzyć pełnowartościowy, zdrowy posiłek. Oto on:

Pulpety w sosie pomidorowym z warzywami i kaszą gryczaną.

Przepis dla ok 6 osób

Sos:
cebula x2
oliwa 2 łyżki
cukier 2,5 łyżki
wegeta, pieprz, papryka słodka i ostra, oregano, szczypta czosnku, sól

Pulpety:
mięso mielone 1 kg
jajko x3
kasza manna 6 łyżek
wegeta, pieprz, papryka słodka, sól

Reszta:
warzywa "Hortex" 2 paczki
kompot śliwkowy
kasza gryczana "Auchan"

Sposób przygotowania

Sos:
Cebulę drobno posiekać i zeszklić na oliwie, najlepiej na patelni ceramicznej, polecam. Pomidory zalać wrzątkiem i obrać ze skóry, pokroić, dodać do cebuli z wodą (ok 2 szklanki), przyprawić. Pogotować 10/15 min i zmiksować w blenderze.

Pulpety:
Zmieszać wszystkie składniki i utulgać w kuleczki. Włożyć delikatnie do sosu i duś póki nie będą gotowe (ze 20 min a potem sprawdzić).

Reszta:
Warzywa przyrządzić według opakowania, tak samo kaszę.
Kompot ze śliwek - wlej wodę do garnka, wrzuć kilka śliwek, posłódź i czekaj.

Robiłam je pierwszy raz, ale wyszły bosko ♥
Smacznego ;)

wtorek, 6 sierpnia 2013

Kwiat Baobabu ♥

- Wypuśćcie mnie! - krzyknęła przerażona blondynka, uderzając rękoma w żelazne drzwi - Jestem niewinna! To wszystko to jedna wielka pomyłka!
  Przez chwilę jeszcze tak krzyczała, ale wreszcie zrezygnowana zsunęła się na podłogę i zaczęła płakać. Teraz jak na nią spoglądam, myślę, że jest mniej-więcej w moim wieku. Może trochę starsza. Widzę, że wciąż nie dociera do niej, że tu trafiła, jakby nie zrobiła nic wielkiego.
  Jestem strasznie ciekawa, za co dostała wyrok.
- Czemu tak uważasz? - spytałam, ścierając z twarzy łzy
  Zanim mi odpowiedziała popłakała jeszcze chwilę. Potem zdała sobie sprawę, że pytanie faktycznie było skierowane do niej i mi odpowiedziała:
- Co?
  Ta dziewczyna mnie irytuje.
- Czemu sądzisz, że jesteś niewinna? Na ogół ludzie trafiają do więzienia, kiedy zrobili coś złego.
- Kiedy ja nic złego nie zrobiłam! Jestem niewinna!
- Taa... Wszyscy tu są niewinni, babo.
- Nie mów do mnie jak do idiotki! Ja naprawdę nic nie zrobiłam! Wrobił mnie!
- Niby kto?
  Kiedy o to spytałam, blondynka odwróciła wzrok. Uważała zapewne, że jest to sprawa osobista i nie powinnam nic o tym wiedzieć. Nie powiem, że jestem tym bardzo zainteresowana, ale nic lepszego na razie do roboty nie mam. Poza tym jestem ciekawskie stworzenie.
  Po chwili jednak usłyszałam:
- To przez mojego chłopaka... On mnie wrobił...
  Teraz żałuję, że spytałam.
- Dawid i ja chodziliśmy ze sobą już 3 miesiące. Pewnego dnia przyszedł do mnie prosząc o pomoc. Powiedział, że ma pomysł na biznes. wymyślił, że on, ja i kilka jego znajomych będziemy się zajmowali przewozem towarów. Było świetnie, dopóki nie przyszła policja. Okazało się, że Dawid handlował narkotykami.
  Historia rodem z "Dlaczego ja?".
- On... - była bliska płaczu - On i jego koledzy powiedzieli, że to ja tym wszystkim operuję i że ich do tego zmusiłam. Wyszli na ofiary, a ja na tą złą. To... To niesprawiedliwe!
  Samo życie.
- Właśnie przez to nie lubię ludzi. - powiedziałam cicho - Albo są źli, albo irytujący.
  Blondynka to usłyszała. Wygląda na wściekłą.
- Hej! To, że chłopak, któremu ufałam, zwiał kiedy potrzebowałam pomocy, nie znaczy, że jest zły! Ani irytujący!
  To była najgłupsza rzecz jaką do tej pory powiedziała. Całkiem bez sensu. Jeśli się jej wyparł, to na co to jeszcze może wskazywać? Tchórzostwo! A to się do tego zalicza. Wszystko, co przemawia na niekorzyść człowieka, jest złe. Lub irytujące. To właśnie moje zdanie.
  Nie twierdzę jednak, że nie zaliczam się do żadnego z tych kategorii. Każdy się czegoś boi, łącznie ze mną. Strach bywa częściej irytujący niż zły. A jeśli jest już zły, to musi być też irytujący. Mimo wszystko to właśnie lęk pozwala odróżnić, kiedy jest bezpiecznie.
  Strach jest wszczepiony w nasze geny od zawsze. Ale nad zaufaniem mamy kontrolę. Możemy wybrać komu ufamy, a od kogo trzymać się z daleka.
  Uśmiechnęłam się.
- Nie mówiłam o nim, lolitko.

  Nie będę się przed nikim płaszczyć.
  Nie będę się przed nikim chować.
  Koniec z okazywaniem skruchy.
  Teraz niech oni się boją.

niedziela, 4 sierpnia 2013

Na konkurs Sagi85 ♥

Ponieważ jestem kompletny tłumok jeśli chodzi o technikę wstawiam tu skan mojego rysunku na konkurs Sagi85. Zaraz wyślę ten post na kawaii-kuro-chan.blogspot.com
Dupy nie urywa, ale chyba może być...
I drugi:
Też nie należy do najlepszych ale ok, może być.
I jeszcze chibi xD
Wyszła zdecydowanie najlepiej xD


sobota, 27 lipca 2013

Kwiat Baobabu ♥

16 lipca

   Moja drzemka trwała całą noc.
   Pomimo wczesnej godziny, słońce już w pełnej okazałości rozświetlało miasto. Wtedy zostałam obudzona. O około w pół do siódmej przyszli do mojej celi funkcjonariusze i wyprowadzili moją osobę w kajdankach. Spokojnie przez wąskie korytarze przechodziło również kilka innych kobiet. Wszystkie z eskortą. Ponieważ dopuściłyśmy się haniebnych zbrodni, zostaniemy przeniesione do więzienia z prawdziwego zdarzenia. Ciekawi mnie, o jakie zbrodnie konkretnie chodzi.
   Kiedy kazano nam wejść do pancernej ciężarówki, jedna z tych młodszych przestępczyń odważyła się uderzyć jednego z prowadzących ją policjantów w głowę, a następnie uciec. No, ale reakcja była natychmiastowa. Nie dość, że dziewczyna przewróciła się w biegu, to jeszcze strażnicy zaczęli ją okładać pałkami. Nie mam pewności czy straciła przytomność, ale nie trafiła do furgonetki o własnych siłach.
   Od jednego z funkcjonariuszy usłyszałam:
   - Pojebana kurwa...
   Jak my wszystkie, staruszku.
   Reszta się nie stawiała. Łącznie ze mną. Nie zamierzam się buntować w świecie, w którym przeżywasz lub giniesz. To by było niezdrowe zarówno dla mnie jak i dla innych. Nie chcę jeszcze się z tym światem żegnać, za bardzo mi na sobie zależy.
   Znam swoją wartość.
   Po przeniesieniu wszystkich zbrodniarek, zamknięto za nami drzwi i ruszono. Furgon zatrząsł się gwałtownie szarpiąc nasze sylwetki. Łącznie ze mną było nas 5.
   Najbardziej rzucająca się w oczy była ta buntowniczka, która została tak spałowana. Leży nam pod nogami półprzytomna z rozbitą głową. Co chwilę jęczy i stara się coś powiedzieć, ale za każdym razem z jej ust wydobywa się jedynie niezrozumiały bełkot. Krew spływa jej na skroń. Twarz na skutek obrażeń lekko spuchła, ale widać było, że to młoda kobieta, aczkolwiek starsza ode mnie. Jest szczupła i umięśniona, a na ramieniu wychyla się spod rękawa tatuaż, czaszka opleciona przez jakąś narośl. Pewnie różę, bo ma kolce.
   Dam głowę, że tu trafiła za bijatykę w barze.
   Naprzeciw mnie siedziała kobieta zdecydowanie starsza. Wygląda na 35 lat. Ewentualnie 40. Ma krótkie, kruczoczarne włosy i śniadą cerę, taką trochę jak kawa z mlekiem. Ma też brązowe oczy i krągłe, zgrabne ciało.
   Wydaje się być kompletnie obojętna tym, że odebrano jej wolność. Jej spojrzenie jest nieobecne i bez życia, jak u przyszłego samobójcy.
   Dziewczę siedzące obok mnie jest wyraźnie przerażone. Wykrzywiona w strachu twarz dodaje jej lat, więc trudno stwierdzić, w jakim jest wieku. Ma zniszczone włosy koloru blond i jasną skórę.
   Nie pasuje do otoczenia, w którym ma się znaleźć.
   Ostatnia z nich jest podejrzana. Nie "wydaje mi się". Jest. Osobnik posiada chytre zielone oczy i długie, rude, kręcone włosy. Cera blada jak gips, tylko na nosie i w okolicach widać coś, co można uznać za piegi. To ładna kobieta i chyba zdaje sobie z tego sprawę. Bije z niej aura pewności i dumy, o czym świadczy grymas, który utrzymuje na twarzy od dłuższego czasu. Na przedramieniu widać coś, co wygląda jak blizna. Własnoręcznie wycięte inicjały.
   Podejrzana kobieta na mnie patrzy. Nie spuściła ze mnie wzroku od kiedy wsiadłyśmy. Jej oczy wyglądają tak, jakby miały szyderczo powiedzieć: "Co ty wiesz o zbrodni, dzieciaku?"
   Nie cierpię takiego wzroku. Ta pycha. Grzech pierworodny wyryty w naszych duszach, najgorszy ze wszystkich.
   Wciąż istnieją ludzie, którzy nie biorą mnie na poważnie.
   Chcę ją zabić.
   Chcę wydłubać jej oczy i zostawić je sobie na pamiątkę.
   Ale najpierw pozwoliłabym jej zobaczyć jak podcinam jej żyły i smakuję jej zepsutą krew.
   Tak, ta wizja napawa mnie szczęściem.
   Niestety, nieważne jak bardzo bym tego chciała, nie mogę jej tego zrobić choćby dlatego, że mam skute ręce. Poza tym nie mam noża i jestem dzisiaj na to zbyt leniwa.
   Pozostaje mi zatem patrzeć na nią z równym zainteresowaniem. I tak samo zagadkowym grymasem.
   Nieznajoma puściła mi oko. Tym samym grymas z mojej twarzy zniknął

   Dotarliśmy na miejsce. Po raz kolejny zostaliśmy wyprowadzeni przez funkcjonariuszy, tym razem z furgonetki do budynku. Tam kazali nam się umyć, dano nam nowe ubrania, a potem zrobiono kilka zdjęć, tak jak w filmach, jako standard. Cele były dwuosobowe i raczej małe. Łatwo było o klaustrofobię. Nie mam pojęcia z jakiej racji, ale przydzielono mi tą rozhisteryzowaną blondynkę. Już sama jej obecność jest wkurzająca. Jak mi się tu zacznie drzeć, to osobiście ją uduszę.
   Umieram z głodu. Nie wiedziałam, która godzina, ale czułam, że jest pora obiadowa. Albo po. jeśli to drugie to pozostaje mi czekać.
   Pomieszczenie jest jaśniejsze niż je sobie wyobrażałam. Panuje tu atmosfera jak w szpitalu. To przez kolor ścian. Okno jest niewielkie i z kratami. W pokoju stoi łóżko piętrowe, grzejnik, mały stolik, dwa krzesła i sedes. Brakuje tylko lodówki i można stąd nie wychodzić. No, ale za pięknie by było. Jedzenie podawane jest na stołówce.
   Trochę jak w szkole z internatem.
   Wchodzę na łóżko pod sufitem. Za jakiś czas na pewno każą nam iść na obiad, albo kolację, albo obiadokolację. Do tego czasu nie będę się przemęczać. Widziałam kilka artykułów o takich sytuacjach. Początki zawsze są najgorsze. Jeżeli nie zachowasz zimnej krwi, stajesz się ofiarą.
   Boję się.
   Cholernie się boję.
   Czuję jak mi powoli puchną powieki, a z oczu leją się słone łzy. Dobrze. Wolę teraz tutaj niż później przy wszystkich. Jeżeli okażę słabość w formie szlochania, zniszczą mnie.
   Płacz Aniu. Wypłacz się.

piątek, 19 lipca 2013

Kwiat Baobabu ♥

    Hej, dawno nie pisałam ;o To przez szkołę i lenistwo ;( Ale nareszcie są wakacje, więc postaram się pisać częściej ;d Mam dzisiaj niezłą wenę, prawdopodobnie napiszę sporo ^-^
    Wcześniej zaczęłam pisać "Kwiat Baobabu", ale przestałam, kiedy stwierdziłam, że moja wizja jest do bani ;-; Wtedy zjawiła się Ela i napisałam jej coś, co przesądziło o moim pomyśle. W ten sposób wam piszę, że moje "dzieło" zostanie lekko przerobione. A pisząc "lekko" mam na myśli "mocno". Bo zmieni się wszystko, od charakteru głównego bohatera do miejsca akcji. 
    Wiem, że nie powinnam czegoś takiego robić, ale myślę, że ta przerobiona wersja będzie dużo ciekawsza i bardziej prawdopodobna niż poprzednia. A zatem miłej lektury :)


Rozdział 1

15 lipca

   Kłamstwo.
   Wszystko, co mówili było kłamstwem. 
   Wszystko, czego mnie uczyli było kłamstwem.
   Wszystko, co mi wpajali było ohydnym, perfidnym łgarstwem, które jak drzazga wżynało się w mój niczego nieświadomy umysł. 
   To był koniec...
   Koniec czego? Miłości? Beztroski? Radości?
   Nie... To był koniec wszystkiego... Całego mojego dotychczasowego życia...
   - Panno Chmielewska, jako, że była pani w pełni świadoma umysłowo oraz że jest już pani osobą pełnoletnią, skazuję cię na dożywocie pod zarzutem...
   Należało im się. Wszystkim. Bez wyjątku. Łzy by tego nie rozwiązały. Ani gniew, ani milczenie. Trzeba było zrobić więcej. Na początku się bałam, ale kiedy skończyłam z Mamą... Reszta była już łatwa.
   Pięć osób. Każdy po jednym cięciu. Wszędzie w to samo miejsce. W to samo zabójcze miejsce zapewniające cichą, bolesną śmierć. I kilka sekund agonii.
   Ciekawe, jak to jest? Czy uczucie agonii może być podobne do tego poczucia wolności, kiedy kończy się rok szkolny? Czy może jest to coś ciężkiego zupełnie jak strach, gniew czy ogólnie rzecz biorąc stres? Nie opowie mi tego żadna książka, nikt i nic nie może. Jedyny sposób żeby się dowiedzieć to śmierć.
   Być może niedługo to się stanie, bo właśnie wyszłam z sali rozpraw i zamknięto mnie w areszcie. Zostanę tutaj do rana, dopóki nie przyjedzie pancerna ciężarówka. Nią dojadę wraz z innymi skazańcami do więzienia. To będzie mój nowy "dom". Na całe życie.
   Nie będę więcej rozpieszczana, traktowana jak dziecko, nikt nie będzie mi rozkazywał... Oprócz tych ludzi w mundurach. Wreszcie jestem traktowana jak dorosła. Długo o tym marzyłam.
   Wreszcie ktoś się mnie boi.
   Na myśl przyszły mi twarze osób, które przyszły na rozprawę. Mimo że łzy same spływały mi po policzkach, czułam dumę. U babci, dziadka, cioci, wujka, w każdych oczach widziałam ból, pogardę, gniew i przede wszystkim strach. Strach, który wzbudziłam ja. "Ledwie wijący się pączek" myśleli. Brednie! Nie jestem już "pąkiem" od dwóch lat! Jestem kwiatem! Czarną różą z wolna nadgryzaną przez pleśń i pasożyty!
   Uśmiechnęłam się. Cóż może być tą wyniszczającą mnie siłą? Moja pycha? Przewrażliwienie? Chęć pokazania wszystkim, że ze mną nie można igrać? Tak, chyba to ostatnie. Ludzie nigdy nie brali mnie na poważnie. Kiedy powiedziałam Mamie, że chciałabym się zapisać na medycynę, wyśmiała mnie. Inni również. A zatem zrezygnowałam z pomysłu.
   Teraz mogę ze spokojem stwierdzić, że jestem wolna. Może nie w znaczeniu fizycznym, ale wewnątrz czuję się tak, jak kanarek, który opuścił złotą klatkę. Moje zgniłe serce nie jest już miażdżone przez niewidzialne ściany, a umysł przestał nosić jakiś wyimaginowany ciężar. Mam teraz wrażenie, że mogę zrobić wszystko.
   Już pokazałam tym ludziom do czego jestem zdolna. Teraz wystarczy przetrwać. Zdaję sobie sprawę z tego, jakie społeczeństwo urzęduje w tamtym miejscu. Złodzieje, gwałciciele, oszuści, mordercy... i wiele innych. Każdy z nich jest niebezpieczny. Nikomu nie mogę zaufać.
   Pod tym względem nic się w moim postępowaniu nie zmieni.
   To był bardzo aktywny tydzień. Zmęczyłam się tym zamieszaniem. Zdrzemnę się.
   Ta martwa cisza...
   Och... Zostawiłam na podłodze koszulkę...
   Po sali rozbrzmiewa mój chichot.

niedziela, 16 czerwca 2013

środa, 8 maja 2013

*o*

Czasem nadchodzi taki jeden, dziwny dzień, kiedy jest on wesoły albo smutny albo jeszcze jakiś inny xD

Dzisiejszy dzień należał właśnie do takich ;3

Jak zwykle szwędałam się po centrum handlowym z nudów. Aż tu nagle...
...natrafiłam na jakieś dziwne baby xD
Z całych sił starałam się pozostać w centrum uwagi...

...ale się nie dało xD Za bardzo rzucały się w oczy x33

Mogę z czystym sumieniem napisać że ten dzień był tym lepszym xP
Dziubki! ;*

Czasem fajnie jest wyjść z domu x33

sobota, 20 kwietnia 2013

Zoro-kun~! xD

Blah, blah, blah, co tu dużo pisać? Zrobiłam dla jaj przeróbkę teledysku (?) "Len- kun now!" x3










Jestem nienormalna xD

czwartek, 28 marca 2013

Omnomnomnomnom... ;D

No więc... Od czego tu zacząć?...

A więc tak. Postanowiłam zdradzić wam pewien mój mały sekrecik. x3 Otóż uważam się za mega fankę One Piece i mega totalną fankę jednego z bohaterów tego zajebiaszczego anime. Chodzi o Roronoa Zoro *-* który jak dla mnie jest ikoną prawdziwej męskości xD. Tak więc wymyśliłam se własną postać żeby móc se o nim... pofantazjować ;3

Postać, o której mówię, nazywa się Sakura Shy. To jest jej aktualne imię, na samym początku nazywała się po prostu Sakura, potem Yuuki, potem Neru (jak Akita Neru xd), potem znowu Yuuki i wreszcie Shy. x3 Nie jestem zdecydowana także co do jej osobowości i umiejętności, ale aktualnie jest szermierką. Wcześniej myślałam nad magiem, ale porzuciłam ten pomysł, bo w końcu czymś musi Zoro imponować. xD Tu mam na myśli fakt (a właściwie mój wymysł), że Zoro jeszcze nigdy z nią w walce nie wygrał. I dlatego Shy mu imponuje, bo umie coś z czym Zoro ma problemy. ;D On sam nigdy by się do tego nie przyznał, ale kij z tym, ona i tak to wie.

No właśnie, relacje między nimi wyglądałyby mniej więcej tak:
" [S] - Zoro~! Kochasz mnie?
[Z] - Nie.
[S] - Kochasz mnie?
[Z] - Nie!
[S] - Kochasz mnie?
[Z] - NIE!!
[S] - Ja ciebie też kocham <3
[Z] - ...                                  "
Da się zatem zauważyć że On razem z nią nie ma łatwego życia x3

Ale jest tak głównie dlatego... że Shy rzadko bywa trzeźwa xD
Shy praktycznie nigdy nie rozstaje się z butelką sake. ;) To zabawowa dziewczyna, lubi sobie popić, zawsze wygrywa zawody w piciu sake. Przez to wygląda trochę jak Włochy z Hetalia Axis Power - prawie zawsze ma zamknięte oczy, uśmiecha się bez powodu i ogólnie sprawia wrażenie świeżo najaranej x3. Gdyby istniała w świecie One Piece to twórcy z pewnością zrobiliby odcinek w którym skończyłoby się sake. Myślę że odcinek nazywałby się wtedy "Koniec Sake! Prawdziwe oblicze Shy!" Cx. Jej reakcja odstawienna polegałaby mniej więcej na: agresji ---> depresji ---> śnie ---> kacu ---> trzeźwości. No właśnie! Trzeźwa Shy jest raczej spokojna, melancholijna, pogodna i niesamowicie urrrocza~♥.
Shy jest ogólnie fantassstyczną gawędziarą ;). Umie wymyślać interesujące historie, przekonujące kłamstwa, zna się też świetnie na sztuce perswazji, prawienia komplementów i zastraszania :D. Między innymi, dlatego nie wyrzucono jej na pierwszej lepszej wyspie, ale o tym później. :>
Ogólnie rzecz biorąc, Shy jest ucieleśnieniem wszystkiego co nieczyste i kuszące.

Gdyby Shy naprawdę istniała w świecie One Piece, to byłaby uważana za jedną z najpiękniejszych postaci w tej mandze. ;D Shy ma śliczne, brązowe włosy, zwykle spięte w malutki kucyk (miotełkę). Jej grzywka sięga do brody i zawsze opada na jej lewe oko. Kiedy Shy jest trzeźwa, nie spina ich, włosy lekko muskają jej ramiona. Ma wielkie, głębokie, zielone oczy, przed którymi żadna żyjąca lub zmartwychwstała istota nie ma prawa się oprzeć. Jej cera jest nieskazitelnie jasna i gładka, kuszące usta i ładne, kształtne dłonie. W talii posiada idealne proporcje (szczupła sylwetka i duże walory), które w każdej sytuacji potrafi wykorzystać - od skomplikowanych operacji poczynając, poprzez próbę perstwazji, do zwykłej prowokacji Zora. x3
Zwykle ubrana jest w czarną koszulkę na ramiączka, czarne spodnie 3/4, i czarne glany - wszystko z brązowym połyskiem, gdyż kolor, który ją symbolizuje to brąz. Bywa też jednak ubrana w duży, wełniany, ciemnozielony sweter z golfem, króciutką czarną spódniczkę i czarne szpilki. Jednak w ten pierwszy zestaw jest ubrana najczęściej.
Gdyby kiedykolwiek któryś z kompanów spytał Zora czy mu się ona podoba odrzekłby mniej więcej tak x3 : "Ona mi się nie podoba! Nigdy w życiu! Prawda, muszę przyznać, że ma... ładne dłonie i... oczy niczym niekończąca się dżungla, pełna niebezpieczeństw i tajemnic...♥ Ale ona mi się nie podoba! Co to to nie!"

W walce nie jest specjalnie skoordynowana (ze względu na jej zwyczajowy stan umysłowy), ale mimo wszystko nadal jest czujna. Dzięki swojej zręczności i szybkości potrafi ominąć prawie każdy atak. Ma bardzo dobre oko i atakuje zawsze tam, gdzie może zadać największe obrażenia. Porusza się bardzo lekko i swobodnie, a przez to, że nie specjalnie myśli, o tym, co robi, przeciwnicy z umiejętnością Haki mają problemy z przewidzeniem jej ataków.
Shy posługuje się stylem walki Nitoryu (Styl Dwóch Mieczy). Nazwy jej najmocniejszych ataków wzorowane są na Znakach Zodiaku ("Wodnik", "Baran", "Panna" itp, itd). Nie wiem, jak mogły by wyglądać, ale pożyjemy, zobaczymy ;3
Posiada zawsze te same miecze: Gekko (Blask Księżyca) i Taiyo-sen (Promyk Słońca).

Ach, nie wspomniałam w ogóle o relacjach między nią i pozostałymi kompanami! 
Shy i Luffy są bardzo dobrymi przyjaciółmi, dzięki temu że Luffy'iego urzekają wymyślone opowieści Shy. Traktuje go jak swojego młodszego brata, którego nigdy nie miała i odnosi się z szacunkiem jako podwładny kapitana. Gdyby do tego jeszcze dodał nieziemski urok Shy, to możnaby uznać, że Luffy za nią szaleje x3
Usopp jest raczej mniej ufny wobec niej, ale tak jak większość nie potrafi oprzeć się jej urokowi. Pomysłowości i poczuciu humoru w sumie też nie.
W sprawie Zora już wspominałam. Baaaaaaaaardzo ją lubi, najmocniej ze wszystkich, ale nigdy się do tego nie przyzna. ;3
Nami jest jedyną istotą na ziemi która jest odporna na urok Shy. Nie darzy jej zbytnią sympatią, często próbuje jej dogryźć, ale jedno za drugie oddałoby życie. 
Chopper bardzo ją lubi i uważa ją za świetnego kompana, ale często martwi się o stan jej wątroby. Shy jest za to wobec niego bardzo opiekuńcza, dba o jego zdrowie itd.
Robin także jest zauroczona Shy, a Shy często z nią flirtuje (choćby tylko dlatego żeby wywołać krwotok u kompanów). Są ze sobą bardzo zżyte, spędzają ze sobą tak samo dużo czasu, co Zoro i Shy.
Sanji reaguje na nią tak samo jak na inne piękne kobiety - totalnie traci za nią rozum.

Jesli chodzi o pozostałych kompanów - Franky'ego i Brook'a - to relacje między Shy a nimi jest taka sama jak u pozostałych --> są przyjaciółmi.

Ponieważ jest już po północy, kończę swoją rozpiskę. :> Wygląd Shy stosuję do wszystkich wymyślonych przeze mnie opowiastek. Zatem jesli macie problemy z wyobrażeniem sobie głównego bohatera opowiastki poniżej, przeczytajcie ten post ;3

Ciąg dalszy innym razem.

Dobranoc :> 
      Flądzia

piątek, 22 lutego 2013

Ja zacznę ;)

Ok, moje piśmidełko nazywa się "Kwiat Baobabu" i to jest moje pierwsze prawdziwe dzieło od kiedy przyszło mi do głowy ćwiczyć pisanie (naturalnie po licznych poprawkach). Mam nadzieję, że się spodoba. I przypominam - to dopiero pierwszy rozdział.


Rozdział 1
„Brak nowych wiadomości”.
Znowu.
David, co się dzieje? Kiedy dasz mi znać, że jesteś już w drodze?
Chwileczkę! Czy mi się wydaje czy telefon dzwoni?? Nie rozłączaj się!
Ech… To tylko VirginMobile informuje o kończącej się możliwości wykonywania połączeń. Muszę poprosić Babcię o doładowanie konta.
Zaraz zwariuję!
Uspokój się, Eve. Nie tak zachowuje się dziewczyna, która czeka na telefon od przyjaciela z za granicy. Nie od przyjaciela.
Ale tak czy siak stęskniłam się, więc mam prawo wariować. Z Davidem znam się od dziecka, a od kiedy wyprowadził się do Szwecji, jest tutaj tak strasznie nudno.
Tak, w Nowym Jorku może być nudno.
Niestety, muszą nam wystarczyć tylko rozmowy telefoniczne i internetowe. Tak dawno go nie widziałam! Ciekawe, jak bardzo się zmienił przez ten czas. Wspominał, że chyba psuje mu się wzrok. Prawdopodobnie będzie teraz nosić okulary. Albo soczewki. Poza tym czy dalej nosi aparat na zęby? Jeśli nie to chciałabym go teraz zobaczyć. Och, pisał, że udało mu się wykonać jakąś piosenkę na keyboardzie. Nie wiem którą, ale chętnie bym posłuchała.
Miał niedługo przylecieć. Zanim się przeprowadził, obiecał mi, że odwiedzi mnie, jeśli uda mi się zdobyć stypendium. Udało się! Ledwo, ale ważne, że dałam radę. Kiedy wysłałam mu swoje świadectwo, powiedział, że mam na tyle wysokie stopnie, że na spokojnie mogłabym studiować razem z nim. Oboje uznaliśmy, że to świetny pomysł. Co prawda nie wiem, czy w Szwecji mówi się po angielsku, ale wierzę, że w razie czego David mi pomoże. Zawsze mi pomagał.
A zatem moje papiery zostały już wysłane, a my umówiliśmy się, że David zadzwoni do mnie, gdy już wyląduje w Nowym Jorku. Potem trochę u mnie pomieszka, a pod koniec ferii letnich zabierze mnie ze sobą do Szwecji. Babcia, ja i wszyscy, których znam (facebook) są już psychicznie nastawieni na to, że opuszczę to miejsce. A ja jestem taka podekscytowana!
Ale nic z tego nie wyjdzie, jeżeli David nie przyleci!!
- Wnusiu, nie martw się tak. On pewnie teraz śpi. W Szwecji jest jeszcze noc. – uspokaja mnie Babcia
- Ale on już nie jest w Szwecji. Dwa dni temu zawiadomił mnie, że wylądował w Maroku i że stamtąd przyleci tu. Czemu jeszcze nie zadzwonił??
- W Maroku też jest noc…
- To nie ma znaczenia! Już dawno powinien tu być. Matko, a co jeśli miał wypadek? Albo ktoś go porwał? Albo…
- Za bardzo się tym wszystkim przejmujesz. Spokojnie, kochanie. Napij się herbaty, ochłoń trochę…
Usłyszałam dzwonek. Był to nasz telefon stacjonarny. Prawdopodobnie to ktoś do Babci.
- Odbiorę – powiedziałam i podeszłam do telefonu
Pomimo że Babcia ma w sobie więcej energii niż ja, wolałabym jej nie zamęczać. Ostatnio skarżyła się na ból w klatce piersiowej.
Hm… A może to los daje mi do zrozumienia, abym jej nie zostawiała? W końcu, od czasu śmierci rodziców to właśnie ona się mną opiekowała. Dała mi dach nad głową, jedzenie, miłość i szacunek do samej siebie.
Ale jednak wciąż mówiła, że nie chce mnie zatrzymywać. A ja ciągle powtarzałam, że jeśli mnie potrzebuje, to zostanę. Ale Babcia jest strasznie uparta! W końcu to ona wygrała spór. Z wysłaniem papierów szkolnych czekałam aż byłabym całkowicie pewna, że Babcia nie ma nic przeciwko temu. A ona pod moją nieobecność wysłała je do odpowiedniej szkoły. Nic już nie mogłam zrobić. Wtedy byłam całkowicie pewna zdania Babci.
Jest po prostu niesamowita! Daje ludziom tyle radości i ciepła, a sama nie oczekuje nic w zamian. Regularnie co tydzień przynosi do przytułku dla bezdomnych swoją słynną szarlotkę, zawsze pomaga przy różnego rodzaju uroczystościach (w tym również przy festynie na cześć Dnia Niepodległości), robi wszystko aby umilić innym życie.
Jestem z niej taka dumna!
Dlatego nie chcę zostawiać jej samej. Widzę, że od jakiegoś czasu chodzi coraz wolniej. Poza tym co jeżeli się kiedyś połamie? Kto jej wtedy pomoże?
Wierzę jednak, że robi to wszystko, ponieważ mnie kocha i chce mi dać dobry przykład. A ja kocham ją i podziwiam. Nie zmieniłabym jej na nikogo innego.
Podniosłam słuchawkę, oczekując na głos jednej z jej przyjaciółek, lecz usłyszałam inny, dużo młodszy i głębszy; męski głos. Znałam go jak żaden inny.
- Dzień Dobry. Czy dodzwoniłem się do państwa Johnson’ów?
To był David!
Gdyby był tu osobiście, rzuciłabym się mu na szyję, jednak ze względu na okoliczności ograniczę się do ostrego opieprzenia.
- Czy ty chcesz, żebym nerwicy dostała?? Myślałam, że coś ci się stało! Czemu nie odbierałeś?? Czemu nie dzwoniłeś?? Jak po ciebie przyjadę, to jak w banku masz u mnie w łeb!
Przez chwilę w słuchawce słychać było tylko szum. Już zaczęłam się bać, że to nie był David i że nakrzyczałam na jakiegoś obcego faceta. Jak o tym myślałam to robiłam się lekko ceglasta.
W końcu znów usłyszałam jego głos:
- Mi też miło cię słyszeć. – powiedział najwyraźniej rozbawiony – Wybacz, że nie dawałem żadnego znaku, ale ktoś mi ukradł telefon.
- Nic mnie to nie obcho… Ten super mega drogi telefon dotykowy z „Apple”??
- Ten sam.
- Naucz się w końcu pilnować swoich rzeczy!
- To nie moja wina. Wystarczyła tylko chwila nieuwagi i „Poof!”. Znika portfel, telefon, paszport, odtwarzacz MP4…
- Ale tobie zginęła tylko komórka, prawda?
- Tak. Całą resztę mam.
Chociaż tyle.
- Aha, a słuchaj, kiedy ty…
- Martwiłaś się o mnie? – spytał zmienionym głosem na coś w stylu Elvis Presley.
- Nie prowokuj mnie. Nie mam nastroju.
- Dobra.
- A więc… Kiedy będziesz?? Już jesteś?? Mamy przyjechać??
- A no taaak, nie.
Co?
- Ale że co „nie”? Jeszcze cię NIE ma, czy mamy NIE przyjeżdżać? – spytałam nie do końca pewna tego co usłyszałam.
David zaczął wyjaśniać, że jego dziadek zmarł i że chciał żeby jego prochy pochowano w rodzinnych stronach, czyli w Niemczech. Wczoraj się o tym dowiedział i przyleciał tam najszybciej jak się da, aby wesprzeć swoją babcię. Dlatego naszą wizytę trzeba będzie przenieść na inny termin.
Sama dobrze wiedziałam jak to jest stracić kogoś z rodziny, wiec rozumiałam jego problem. Nie pojmowałam tylko jednej sprawy:
- Jak to za na następny rok??
- Ferie letnie niedługo się skończą, a pogrzeb zapewne trochę potrwa. Nie chciałbym zostawiać w takiej sytuacji swojej rodziny, więc mamy dwie możliwości: albo przeniesiemy naszą wizytę na ferie zimowe, albo sama przylecisz do Szwecji, gdy wrócę.
- David, dobrze wiesz, że Babcia nie puści mnie samą do samolotu. Pełnoletność osiągnę dopiero za 4 lata. Proszę, postaraj się chociaż przylecieć żeby mnie odebrać.
Po drugiej stronie nie było nic słychać oprócz szumu i oddechu Davida. Zawsze milczy, gdy intensywnie myśli, więc zapewne rozpatrywał dostępne możliwości. Jemu także zależy na tym wyjeździe.
W końcu po dłuższej przerwie postanawiam się odezwać:
- David, jesteś tam?
W odpowiedzi usłyszałam westchnienie, a następnie słowa:
- Wiesz, mógłbym spróbować się wymknąć do ciebie żeby cię zabrać, ale na bardzo krótko. Ale to pod koniec wakacji, po pogrzebie.
- Mógłbyś tak zrobić?
- Cóż, istnieje duże prawdopodobieństwo, że rodzice ostro się na mnie wkurzą za taki wybryk i przez jakieś dwa lata będą mi to wypominać, ale czego się nie robi dla Malutkiej Eve, kiedy mnie potrzebuje?
Tu jest mowa o moich studiach, a ten nadal nazywa mnie „Malutką Eve” tylko dlatego, że jest ode mnie starszy o rok. A przecież „Malutka Eve” jest już kobietą.
Przerwał na chwilę naszą rozmowę. Pewnie ktoś z jego licznej rodziny go zaczepił. Chwilę później znów się odezwał, ale tylko po to, aby powiedzieć mi, że musi już iść. Jego babcia jest w rozsypce i musi ją pocieszyć.
- Nie ma sprawy – powiedziałam – Twoja babcia musi się pewnie czuć okropnie. Będzie lepiej, jeśli ją wesprzesz.
- Dzięki, że rozumiesz. A, i ty też się nie załamuj. To jeszcze nie tragedia.
David uważa, że jestem „odrobinę przewrażliwiona”.
- Ok. To pa.
- Pa pa.
- Pa pa.
- Kocham cię.
- Ja ciebie… Zaraz. Co??
Rozłączył się.
No dobra, to było dziwne.
Ale muszę przyznać, że jestem zawiedziona. Myślałam, że kiedy David przyleci, ja i on będziemy mogli się wyszaleć za wszeczasy. Tyle razy myślałam o tym, co będziemy robić. Było od grona możliwości!
Ale wygląda na to, że znów będziemy musieli ograniczyć się do kontaktów na odległość.
- Co się stało, kochanie? – usłyszałam zza pleców głos Babci
- Dawid nie może przyjechać.
Dopiero, kiedy usłyszałam to z własnych ust, dotarło do mnie, co to znaczy. Poczułam jak z każda sekundą coraz bardziej czerwienią mi się policzki, a do oczu napływają łzy. Nie chciałam płakać z tak banalnego powodu, ale nie mogłam tego powstrzymać. Rozmowy telefoniczne i internetowe mi nie wystarczały. Potrzebowałam jego obecności.
Potrzebuję cię, David!
Nagle poczułam ciepły uścisk Babci. Odwróciła mnie, położyła mi swoje dłonie na policzkach i przycisnęła moją twarz do siebie. Zaczęła mi mówić do ucha słowa otuchy, głaszcząc mnie po głowie. Tak naprawdę oprócz Davida i Babci nie miałam nikogo. Zawsze byłam samotnym wilkiem (a raczej samotną wilczycą). Nie odczuwałam większej potrzeby zaprzyjaźnienia się z kimś.
Ale teraz, kiedy Davida przy mnie nie ma…
…pozostała mi tylko Babcia.
I szlag mnie trafi, jeśli ją stracę…
- Przykro mi z tego powodu, słonko. Zawsze byliście nierozłączni, więc taki układ z pewnością musi być dla ciebie ciężki.
- Chyba niepotrzebnie tak dramatyzuję…
- Eve, nie zgrywaj twardzielki, bo przypominasz mi wtedy twojego dziadka.
Babcia mówiła, że dziadek był strasznym twardzielem, bez honoru i godności. Bez przerwy pakował się w jakieś kłopoty, ciągle wywalali go z pracy za różnego rodzaju awantury, bił babcię. Kiedy się z nim rozstała, okazało się, że jest z nim w ciąży. Krótko po tym jak wydała mamę na świat, ktoś zastrzelił dziadka w ramach obrony.
Co mogę powiedzieć? Doigrał się.
- Co do dramatyzowania, to masz do tego prawo.
- Ale sama nie wiem…
- Nie wszystko da się zaplanować. Czasem plany zbaczają z kursu.
Nastała chwila niezręcznej ciszy To kochane ze strony Babci, że chce mnie pocieszyć, ale niestety, to nic nie daje.
Poza tym jedna rzecz mnie nurtuje…
- Jak się żegnaliśmy, David powiedział, że mnie kocha.
Babcia nie ukrywała zaskoczenia.
- Naprawdę?? Powiedział tak??
- Tak.
- Myślałam, że nigdy ci tego nie powie!
To mnie jeszcze bardziej zaskoczyło.
- Nie rozumiem…
- Może i jestem stara, ale nie ślepa. Wielokrotnie widziałam, w jaki sposób na ciebie patrzył. Poza tym te rumieńce, gdy go chwaliłaś…
- Daj spokój, babciu! Jestem pewna, że Davidowi chodziło o coś innego. Przyjaciele często sobie mówią, że się kochają.
- Ale nie kiedy przyjaciółmi są chłopak i dziewczyna. Wtedy mówią, coś w stylu „uwielbiam cię”, ale nigdy „kocham cię”.
- Nadal uważam, że co innego miał na myśli! Pewnie chciał jeszcze dopowiedzieć „jak siostrę”, tylko zasięgu zabrakło.
- Wierzysz w to?
- Tak. Powiem więcej: jestem tego pewna. W końcu mówimy o kimś, kto się boi podejść do dziewczyny żeby spytać o lekcje.
- Oprócz ciebie.
- Oprócz mnie.
I znowu zapadła cisza. Po tym, co usłyszałam, nie jestem pewna czy się do niego odzywać. Powinnam z nim o tym pogadać, czy udać, że się tego nie słyszało?
Nagle Babcia znów się odezwała:
- Hej, skoro to dla ciebie tak ważne, to może to my go odwiedzimy?
Nie mogłam uwierzyć własnym uszom.
- Naprawdę?? – spytałam zaskoczona – Ale Babciu, lot samolotem może być dla ciebie bardzo męczący. Nie chcę żeby coś ci się stało…
Na te słowa Babcia zareagowała śmiechem, a przecież nie żartowałam.
- Evangeline, nie musisz mnie taktować jak schorowaną staruszkę. Polecimy tam, bo wysłałyśmy tam twoje szkolne papiery i przede wszystkim musisz skończyć szkołę. Moim priorytetem jest dopilnowanie, abyś wyszła na ludzi.
- Kocham cię, Babciu! – krzyknęłam z radością, rzucając się jej na szyję
- Mam tylko jedną prośbę.
- Jaką?
- Spróbuj się przez ten czas z kimś zakolegować. Byle nie za blisko, żebym znowu nie musiała po ciebie lecieć. Poza tym nie chcę patrzeć jak cierpisz w samotności. Już się napatrzyłam.
To graniczy z cudem. Szansa na to, że znajdę tutaj kogoś, kogo polubię, jest taka sama jak na to, że trafię do więzienia.


Nastał wreszcie ten moment, kiedy rodziny, zakochane pary i przyjaciele przychodzą do Central Parku, aby uczestniczyć w festiwalu na cześć 4 lipca. Dzień Niepodległości – moje ulubione święto. Zawody w jedzeniu hot dogów na czas, koncerty i – najlepsza atrakcja – pokazy sztucznych ogni. Kiedy przychodzi czas na to trzecie, jest wtedy tak piękne. Jakby niebo zostało stworzone na nowo.
Jak już wspomniałam, przy tym festiwalu Babcia również pomagała. Jak przy każdym głośnym festiwalu robiła co się da, żeby innym było lżej. Jest taka dobra…
Ja za to pomagałam Babci. Pomimo iż uważa, że daje sobie radę, to wolę być blisko niej. Nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć.
Co do jej sugestii, a raczej prośby, to… nie idzie zbyt dobrze. Nigdy nie radziłam sobie z zawieraniem nowych znajomości, a dotychczasowi koledzy są jak dla mnie strasznie nudni. No, ale cóż, co poradzić? Może na festiwalu kogoś poznam?
Chwileczkę… A gdzie Babcia?
A! Jest.
- Babciu, nie oddalaj się tak ode mnie, bo się wtedy zaczynam… martwić…
Właśnie wtedy ujrzałam nieznanego mi jak dotąd chłopaka, stojącego obok mojej babci. I muszę przyznać, że był… niebrzydki…
No dobra, był boski!
Do diabła, czerwienią mi się policzki…
- Ah, Eve! Właśnie o tobie rozmawialiśmy. Poznałaś już Henrego? Bardzo miły z niego młodzieniec. Zamierza iść na medycynę, wiesz?
Babciu! Co ty wyprawiasz??
Boże, co za wstyd! Moja babcia próbuje mnie zeswatać z jakimś obcym facetem. Szczyt szczytów!
- Dobry wieczór… - odezwał się nieznajomy
- Hej… - odrzekłam – Uhm, jakby ci to powiedzieć… Nie podrywaj mojej babci.
Zachichotaliśmy. Miał bardzo ładne zęby. Nie pamiętam, kiedy ostatnio osobiście rozmawiałam z kimś innym niż z Babcią i Davidem. A co dopiero z chłopakiem!
Dla ścisłości: w moim świecie David nie jest zaliczany do chłopaków. David to David.
Jeśli nie liczyłby okrzyków tłumu i pokazów fajerwerków, to byłoby cicho jak makiem zasiał. Nie znoszę takiej niezręcznej ciszy podczas rozmów.
Ale jest coś jeszcze gorszego…
- No więc, Henry… Masz jakiś wolny wieczór w najbliższym czasie?
… na przykład, kiedy twoja babcia próbuje cię umówić na randkę!
- Babciu!
Poczułam na twarzy niepohamowaną falę gorąca. Na pewno byłam czerwona jak cegła. Na szczęście w tym samym czasie ktoś go zaczepił. Trochę mi ulżyło.
- Babciu, przepraszam, że się tak wyrażę, ale muszę – odbiło ci??
Normalnie każda inna babcia byłaby zaszokowana i zaczęłaby w takiej sytuacji pouczać swojego wnuka, ale nie moja. To twarda i pogodna kobieta, więc nie sposób jest ją obrazić. Z moją babcią jesteśmy na „ty”, chociaż nigdy nie miałam odwagi odezwać się do niej po imieniu.
- Ja chcę tylko znaleźć miłego kolegę dla swojej wnuczki, bo najwyraźniej sobie nie radzi. – tłumaczyła
- W moim świecie takie zachowanie jest nazywane „swataniem”.
- Ty i ten twój świat…
Chyba nie muszę wspominać, że pod każdym względem jesteśmy różne?
- Tak czy siak, nie życzę sobie tego, abyś szukała mi zna…
Niechcący zerknęłam na dolne partie ciała wybranka Babci i zupełnie wbrew swojej woli i naturze nie odwróciłam się. Wręcz przeciwnie – pożerałam go wzrokiem, niczym głodny lampart polujący na tłustą, soczystą dziką świnię. Na domiar złego zaczęłam tak jakoś dziwnie, niezrozumiale mruczeć pod nosem. Nie mogłam się powstrzymać. Ach, jak mi się podobał jego zadek…
Odwróć wzrok, idiotko!
- Eve? Eve! Coś się stało?
Na szczęście głos Babci z powrotem przywrócił mnie na ziemię.
- Dobrze się czujesz, kochanie? – spytała
- Trochę kręci mi się w głowie, ale jest dobrze.
- Jesteś pewna? Nie wyglądasz dobrze. Jesteś jakaś taka strasznie blada. Może nie powinnaś była brać udział w konkursie jedzenia hot dogów na czas?
Piętnaście hot dogów w minutę to nie jest tak mało jak się wydaje. Tak samo jak wypicie kufla oleju – to wcale nie takie łatwe.
- Ale to wtedy bolałby mnie brzuch, nie głowa. – stwierdziłam.
- Myślę, że powinnaś wrócić do domu.
O nie…
- Wrócę do domu razem z tobą.
- O nie, kochanie, ja tu jeszcze mam kilka rzeczy do zrobienia. Będziesz musiała wrócić sama.
- I zostawić cię tu? Nie ma mowy! A jak ci się coś stanie??
- Ja sobie poradzę. Wrócę niedługo i ja. Obiecuję.
„Czasem plany zbaczają z kursu”…
Ale nie ma sensu się z nią kłócić, bo i tak zawsze ona wygrywa spór. Pożegnałam się z nią i wróciłam do domu. Tam poczułam jak nadmiar hot dogów szuka wyjścia z mojego żołądka (Jezus Maria! Z drogi!) i pognałam do łazienki. Kiedy było już po wszystkim, umyłam się, przebrałam w piżamę, zrobiłam sobie ziółka i poczłapałam oglądać telewizję. Nigdzie nie mogłam znaleźć żadnego ciekawego programu, więc przeskakiwałam z kanału na kanał w nadziei, że znajdzie się coś ciekawego.


Hm… Robi się późno. Czemu babci jeszcze nie ma?
O! Na AXN leci CSI! Wreszcie coś ciekawego!

niedziela, 17 lutego 2013

Witam,witam,witam *-*

Witam tu Madam Żelek :3 Moja współblogerka już wam wytłumaczyła na czym będzie polegał ten blog,więc mi nie pozostaje nic innego niż wytłumaczyć co na tym blogu będę robić ja ;)Jak już wcześniej wspomniała Flądzia,będę tu pisać moją opowieść pt; "Four Walls"(dla tych co nie znają angielskiego "Cztery Ściany" x3 ) opowieść ta opowiada o przygodzie która spotkała zwykłą dzienikarke Claudie Niger'Cor i będzie się ona toczyć na przełomie XIX i XX wieku.Będzie to opowieść fantastyczno-przygodowa,urywki będę się starała dodawać w miarę regularnie.Możliwe także że będę do nich załączała rysunki,osobiście uważam że nie są świetne ale zawsze coś ;) W następnym wpisie zamieszczę już część pierwszego rozdziału i  eemm... nazwijmy to "okładką książki" ;D 
To by było na tyle więc cześć do następnego wpisu ;*
                                                                                       Madame Żelek

sobota, 16 lutego 2013

Flądzia i Madam Żelek mówią HEJO! xD

Ktoś kiedyś powiedział "Pióro skuteczniejsze od miecza"... Czy jakoś tak.

I miał rację ;) Codziennie spotykamy w naszym życiu jakieś teksty, które nas bawią, przyprawiają o płacz lub sprawiają, że się boimy. Nie mam racji?

Jestem Flądzia, a moja współblogerka to Madam Żelek. Będziemy na tym blogu pisać najróżniejsze opowiadania, aby przywołać w was uczucia, o których wspomniałam i znacznie więcej (oczywiście także dlatego, bo lubimy ;p), Cóż, co prawda żadne z nas profesjonalistki, ale co z tego? Ja zamierzam być w przyszłości pisarką i chcę wam przekazać to co siedzi mi w głowie ;]. Co do mojej kumpeli to nie mam pewności x3. Ale wiem, że będzie "bazgrolić" (jej słowa) opowiadanie/książkę pt.: "Four Walls". Brzmi ciekawie, prawda? ;3

Tak więc, milordy, zapraszam serdecznie do czytania naszych postów, itp., itd. Wiadomo o co chodzi x]

A to my ;P