Wcześniej zaczęłam pisać "Kwiat Baobabu", ale przestałam, kiedy stwierdziłam, że moja wizja jest do bani ;-; Wtedy zjawiła się Ela i napisałam jej coś, co przesądziło o moim pomyśle. W ten sposób wam piszę, że moje "dzieło" zostanie lekko przerobione. A pisząc "lekko" mam na myśli "mocno". Bo zmieni się wszystko, od charakteru głównego bohatera do miejsca akcji.
Wiem, że nie powinnam czegoś takiego robić, ale myślę, że ta przerobiona wersja będzie dużo ciekawsza i bardziej prawdopodobna niż poprzednia. A zatem miłej lektury :)
Rozdział 1
15 lipca
Kłamstwo.
Wszystko, co mówili było kłamstwem.
Wszystko, czego mnie uczyli było kłamstwem.
Wszystko, co mi wpajali było ohydnym, perfidnym łgarstwem, które jak drzazga wżynało się w mój niczego nieświadomy umysł.
To był koniec...
Koniec czego? Miłości? Beztroski? Radości?
Nie... To był koniec wszystkiego... Całego mojego dotychczasowego życia...
- Panno Chmielewska, jako, że była pani w pełni świadoma umysłowo oraz że jest już pani osobą pełnoletnią, skazuję cię na dożywocie pod zarzutem...
Należało im się. Wszystkim. Bez wyjątku. Łzy by tego nie rozwiązały. Ani gniew, ani milczenie. Trzeba było zrobić więcej. Na początku się bałam, ale kiedy skończyłam z Mamą... Reszta była już łatwa.
Pięć osób. Każdy po jednym cięciu. Wszędzie w to samo miejsce. W to samo zabójcze miejsce zapewniające cichą, bolesną śmierć. I kilka sekund agonii.
Ciekawe, jak to jest? Czy uczucie agonii może być podobne do tego poczucia wolności, kiedy kończy się rok szkolny? Czy może jest to coś ciężkiego zupełnie jak strach, gniew czy ogólnie rzecz biorąc stres? Nie opowie mi tego żadna książka, nikt i nic nie może. Jedyny sposób żeby się dowiedzieć to śmierć.
Być może niedługo to się stanie, bo właśnie wyszłam z sali rozpraw i zamknięto mnie w areszcie. Zostanę tutaj do rana, dopóki nie przyjedzie pancerna ciężarówka. Nią dojadę wraz z innymi skazańcami do więzienia. To będzie mój nowy "dom". Na całe życie.
Nie będę więcej rozpieszczana, traktowana jak dziecko, nikt nie będzie mi rozkazywał... Oprócz tych ludzi w mundurach. Wreszcie jestem traktowana jak dorosła. Długo o tym marzyłam.
Wreszcie ktoś się mnie boi.
Na myśl przyszły mi twarze osób, które przyszły na rozprawę. Mimo że łzy same spływały mi po policzkach, czułam dumę. U babci, dziadka, cioci, wujka, w każdych oczach widziałam ból, pogardę, gniew i przede wszystkim strach. Strach, który wzbudziłam ja. "Ledwie wijący się pączek" myśleli. Brednie! Nie jestem już "pąkiem" od dwóch lat! Jestem kwiatem! Czarną różą z wolna nadgryzaną przez pleśń i pasożyty!
Uśmiechnęłam się. Cóż może być tą wyniszczającą mnie siłą? Moja pycha? Przewrażliwienie? Chęć pokazania wszystkim, że ze mną nie można igrać? Tak, chyba to ostatnie. Ludzie nigdy nie brali mnie na poważnie. Kiedy powiedziałam Mamie, że chciałabym się zapisać na medycynę, wyśmiała mnie. Inni również. A zatem zrezygnowałam z pomysłu.
Teraz mogę ze spokojem stwierdzić, że jestem wolna. Może nie w znaczeniu fizycznym, ale wewnątrz czuję się tak, jak kanarek, który opuścił złotą klatkę. Moje zgniłe serce nie jest już miażdżone przez niewidzialne ściany, a umysł przestał nosić jakiś wyimaginowany ciężar. Mam teraz wrażenie, że mogę zrobić wszystko.
Już pokazałam tym ludziom do czego jestem zdolna. Teraz wystarczy przetrwać. Zdaję sobie sprawę z tego, jakie społeczeństwo urzęduje w tamtym miejscu. Złodzieje, gwałciciele, oszuści, mordercy... i wiele innych. Każdy z nich jest niebezpieczny. Nikomu nie mogę zaufać.
Pod tym względem nic się w moim postępowaniu nie zmieni.
To był bardzo aktywny tydzień. Zmęczyłam się tym zamieszaniem. Zdrzemnę się.
Ta martwa cisza...
Och... Zostawiłam na podłodze koszulkę...
Po sali rozbrzmiewa mój chichot.
Ciekawe, jak to jest? Czy uczucie agonii może być podobne do tego poczucia wolności, kiedy kończy się rok szkolny? Czy może jest to coś ciężkiego zupełnie jak strach, gniew czy ogólnie rzecz biorąc stres? Nie opowie mi tego żadna książka, nikt i nic nie może. Jedyny sposób żeby się dowiedzieć to śmierć.
Być może niedługo to się stanie, bo właśnie wyszłam z sali rozpraw i zamknięto mnie w areszcie. Zostanę tutaj do rana, dopóki nie przyjedzie pancerna ciężarówka. Nią dojadę wraz z innymi skazańcami do więzienia. To będzie mój nowy "dom". Na całe życie.
Nie będę więcej rozpieszczana, traktowana jak dziecko, nikt nie będzie mi rozkazywał... Oprócz tych ludzi w mundurach. Wreszcie jestem traktowana jak dorosła. Długo o tym marzyłam.
Wreszcie ktoś się mnie boi.
Na myśl przyszły mi twarze osób, które przyszły na rozprawę. Mimo że łzy same spływały mi po policzkach, czułam dumę. U babci, dziadka, cioci, wujka, w każdych oczach widziałam ból, pogardę, gniew i przede wszystkim strach. Strach, który wzbudziłam ja. "Ledwie wijący się pączek" myśleli. Brednie! Nie jestem już "pąkiem" od dwóch lat! Jestem kwiatem! Czarną różą z wolna nadgryzaną przez pleśń i pasożyty!
Uśmiechnęłam się. Cóż może być tą wyniszczającą mnie siłą? Moja pycha? Przewrażliwienie? Chęć pokazania wszystkim, że ze mną nie można igrać? Tak, chyba to ostatnie. Ludzie nigdy nie brali mnie na poważnie. Kiedy powiedziałam Mamie, że chciałabym się zapisać na medycynę, wyśmiała mnie. Inni również. A zatem zrezygnowałam z pomysłu.
Teraz mogę ze spokojem stwierdzić, że jestem wolna. Może nie w znaczeniu fizycznym, ale wewnątrz czuję się tak, jak kanarek, który opuścił złotą klatkę. Moje zgniłe serce nie jest już miażdżone przez niewidzialne ściany, a umysł przestał nosić jakiś wyimaginowany ciężar. Mam teraz wrażenie, że mogę zrobić wszystko.
Już pokazałam tym ludziom do czego jestem zdolna. Teraz wystarczy przetrwać. Zdaję sobie sprawę z tego, jakie społeczeństwo urzęduje w tamtym miejscu. Złodzieje, gwałciciele, oszuści, mordercy... i wiele innych. Każdy z nich jest niebezpieczny. Nikomu nie mogę zaufać.
Pod tym względem nic się w moim postępowaniu nie zmieni.
To był bardzo aktywny tydzień. Zmęczyłam się tym zamieszaniem. Zdrzemnę się.
Ta martwa cisza...
Och... Zostawiłam na podłodze koszulkę...
Po sali rozbrzmiewa mój chichot.
Świetne wiesz ? *-* ~Madam Żelek
OdpowiedzUsuń