Czacik-kiełbasik ;b

środa, 14 sierpnia 2013

Na Konkurs Esterka11

To jest mój loid :3 Nazywa się Gekko Annie ("Blask Księżyca Annie" xD), ma 16 lat, a jej atrybutem jest finka harcerska ;3


poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Bon Apetit!

Yo, jakiś czas temu umówiłam się z rodzinką, że będziemy robić obiady na zmianę. Dzisiaj była moja kolej. Po raz pierwszy udało mi się stworzyć pełnowartościowy, zdrowy posiłek. Oto on:

Pulpety w sosie pomidorowym z warzywami i kaszą gryczaną.

Przepis dla ok 6 osób

Sos:
cebula x2
oliwa 2 łyżki
cukier 2,5 łyżki
wegeta, pieprz, papryka słodka i ostra, oregano, szczypta czosnku, sól

Pulpety:
mięso mielone 1 kg
jajko x3
kasza manna 6 łyżek
wegeta, pieprz, papryka słodka, sól

Reszta:
warzywa "Hortex" 2 paczki
kompot śliwkowy
kasza gryczana "Auchan"

Sposób przygotowania

Sos:
Cebulę drobno posiekać i zeszklić na oliwie, najlepiej na patelni ceramicznej, polecam. Pomidory zalać wrzątkiem i obrać ze skóry, pokroić, dodać do cebuli z wodą (ok 2 szklanki), przyprawić. Pogotować 10/15 min i zmiksować w blenderze.

Pulpety:
Zmieszać wszystkie składniki i utulgać w kuleczki. Włożyć delikatnie do sosu i duś póki nie będą gotowe (ze 20 min a potem sprawdzić).

Reszta:
Warzywa przyrządzić według opakowania, tak samo kaszę.
Kompot ze śliwek - wlej wodę do garnka, wrzuć kilka śliwek, posłódź i czekaj.

Robiłam je pierwszy raz, ale wyszły bosko ♥
Smacznego ;)

wtorek, 6 sierpnia 2013

Kwiat Baobabu ♥

- Wypuśćcie mnie! - krzyknęła przerażona blondynka, uderzając rękoma w żelazne drzwi - Jestem niewinna! To wszystko to jedna wielka pomyłka!
  Przez chwilę jeszcze tak krzyczała, ale wreszcie zrezygnowana zsunęła się na podłogę i zaczęła płakać. Teraz jak na nią spoglądam, myślę, że jest mniej-więcej w moim wieku. Może trochę starsza. Widzę, że wciąż nie dociera do niej, że tu trafiła, jakby nie zrobiła nic wielkiego.
  Jestem strasznie ciekawa, za co dostała wyrok.
- Czemu tak uważasz? - spytałam, ścierając z twarzy łzy
  Zanim mi odpowiedziała popłakała jeszcze chwilę. Potem zdała sobie sprawę, że pytanie faktycznie było skierowane do niej i mi odpowiedziała:
- Co?
  Ta dziewczyna mnie irytuje.
- Czemu sądzisz, że jesteś niewinna? Na ogół ludzie trafiają do więzienia, kiedy zrobili coś złego.
- Kiedy ja nic złego nie zrobiłam! Jestem niewinna!
- Taa... Wszyscy tu są niewinni, babo.
- Nie mów do mnie jak do idiotki! Ja naprawdę nic nie zrobiłam! Wrobił mnie!
- Niby kto?
  Kiedy o to spytałam, blondynka odwróciła wzrok. Uważała zapewne, że jest to sprawa osobista i nie powinnam nic o tym wiedzieć. Nie powiem, że jestem tym bardzo zainteresowana, ale nic lepszego na razie do roboty nie mam. Poza tym jestem ciekawskie stworzenie.
  Po chwili jednak usłyszałam:
- To przez mojego chłopaka... On mnie wrobił...
  Teraz żałuję, że spytałam.
- Dawid i ja chodziliśmy ze sobą już 3 miesiące. Pewnego dnia przyszedł do mnie prosząc o pomoc. Powiedział, że ma pomysł na biznes. wymyślił, że on, ja i kilka jego znajomych będziemy się zajmowali przewozem towarów. Było świetnie, dopóki nie przyszła policja. Okazało się, że Dawid handlował narkotykami.
  Historia rodem z "Dlaczego ja?".
- On... - była bliska płaczu - On i jego koledzy powiedzieli, że to ja tym wszystkim operuję i że ich do tego zmusiłam. Wyszli na ofiary, a ja na tą złą. To... To niesprawiedliwe!
  Samo życie.
- Właśnie przez to nie lubię ludzi. - powiedziałam cicho - Albo są źli, albo irytujący.
  Blondynka to usłyszała. Wygląda na wściekłą.
- Hej! To, że chłopak, któremu ufałam, zwiał kiedy potrzebowałam pomocy, nie znaczy, że jest zły! Ani irytujący!
  To była najgłupsza rzecz jaką do tej pory powiedziała. Całkiem bez sensu. Jeśli się jej wyparł, to na co to jeszcze może wskazywać? Tchórzostwo! A to się do tego zalicza. Wszystko, co przemawia na niekorzyść człowieka, jest złe. Lub irytujące. To właśnie moje zdanie.
  Nie twierdzę jednak, że nie zaliczam się do żadnego z tych kategorii. Każdy się czegoś boi, łącznie ze mną. Strach bywa częściej irytujący niż zły. A jeśli jest już zły, to musi być też irytujący. Mimo wszystko to właśnie lęk pozwala odróżnić, kiedy jest bezpiecznie.
  Strach jest wszczepiony w nasze geny od zawsze. Ale nad zaufaniem mamy kontrolę. Możemy wybrać komu ufamy, a od kogo trzymać się z daleka.
  Uśmiechnęłam się.
- Nie mówiłam o nim, lolitko.

  Nie będę się przed nikim płaszczyć.
  Nie będę się przed nikim chować.
  Koniec z okazywaniem skruchy.
  Teraz niech oni się boją.

niedziela, 4 sierpnia 2013

Na konkurs Sagi85 ♥

Ponieważ jestem kompletny tłumok jeśli chodzi o technikę wstawiam tu skan mojego rysunku na konkurs Sagi85. Zaraz wyślę ten post na kawaii-kuro-chan.blogspot.com
Dupy nie urywa, ale chyba może być...
I drugi:
Też nie należy do najlepszych ale ok, może być.
I jeszcze chibi xD
Wyszła zdecydowanie najlepiej xD


sobota, 27 lipca 2013

Kwiat Baobabu ♥

16 lipca

   Moja drzemka trwała całą noc.
   Pomimo wczesnej godziny, słońce już w pełnej okazałości rozświetlało miasto. Wtedy zostałam obudzona. O około w pół do siódmej przyszli do mojej celi funkcjonariusze i wyprowadzili moją osobę w kajdankach. Spokojnie przez wąskie korytarze przechodziło również kilka innych kobiet. Wszystkie z eskortą. Ponieważ dopuściłyśmy się haniebnych zbrodni, zostaniemy przeniesione do więzienia z prawdziwego zdarzenia. Ciekawi mnie, o jakie zbrodnie konkretnie chodzi.
   Kiedy kazano nam wejść do pancernej ciężarówki, jedna z tych młodszych przestępczyń odważyła się uderzyć jednego z prowadzących ją policjantów w głowę, a następnie uciec. No, ale reakcja była natychmiastowa. Nie dość, że dziewczyna przewróciła się w biegu, to jeszcze strażnicy zaczęli ją okładać pałkami. Nie mam pewności czy straciła przytomność, ale nie trafiła do furgonetki o własnych siłach.
   Od jednego z funkcjonariuszy usłyszałam:
   - Pojebana kurwa...
   Jak my wszystkie, staruszku.
   Reszta się nie stawiała. Łącznie ze mną. Nie zamierzam się buntować w świecie, w którym przeżywasz lub giniesz. To by było niezdrowe zarówno dla mnie jak i dla innych. Nie chcę jeszcze się z tym światem żegnać, za bardzo mi na sobie zależy.
   Znam swoją wartość.
   Po przeniesieniu wszystkich zbrodniarek, zamknięto za nami drzwi i ruszono. Furgon zatrząsł się gwałtownie szarpiąc nasze sylwetki. Łącznie ze mną było nas 5.
   Najbardziej rzucająca się w oczy była ta buntowniczka, która została tak spałowana. Leży nam pod nogami półprzytomna z rozbitą głową. Co chwilę jęczy i stara się coś powiedzieć, ale za każdym razem z jej ust wydobywa się jedynie niezrozumiały bełkot. Krew spływa jej na skroń. Twarz na skutek obrażeń lekko spuchła, ale widać było, że to młoda kobieta, aczkolwiek starsza ode mnie. Jest szczupła i umięśniona, a na ramieniu wychyla się spod rękawa tatuaż, czaszka opleciona przez jakąś narośl. Pewnie różę, bo ma kolce.
   Dam głowę, że tu trafiła za bijatykę w barze.
   Naprzeciw mnie siedziała kobieta zdecydowanie starsza. Wygląda na 35 lat. Ewentualnie 40. Ma krótkie, kruczoczarne włosy i śniadą cerę, taką trochę jak kawa z mlekiem. Ma też brązowe oczy i krągłe, zgrabne ciało.
   Wydaje się być kompletnie obojętna tym, że odebrano jej wolność. Jej spojrzenie jest nieobecne i bez życia, jak u przyszłego samobójcy.
   Dziewczę siedzące obok mnie jest wyraźnie przerażone. Wykrzywiona w strachu twarz dodaje jej lat, więc trudno stwierdzić, w jakim jest wieku. Ma zniszczone włosy koloru blond i jasną skórę.
   Nie pasuje do otoczenia, w którym ma się znaleźć.
   Ostatnia z nich jest podejrzana. Nie "wydaje mi się". Jest. Osobnik posiada chytre zielone oczy i długie, rude, kręcone włosy. Cera blada jak gips, tylko na nosie i w okolicach widać coś, co można uznać za piegi. To ładna kobieta i chyba zdaje sobie z tego sprawę. Bije z niej aura pewności i dumy, o czym świadczy grymas, który utrzymuje na twarzy od dłuższego czasu. Na przedramieniu widać coś, co wygląda jak blizna. Własnoręcznie wycięte inicjały.
   Podejrzana kobieta na mnie patrzy. Nie spuściła ze mnie wzroku od kiedy wsiadłyśmy. Jej oczy wyglądają tak, jakby miały szyderczo powiedzieć: "Co ty wiesz o zbrodni, dzieciaku?"
   Nie cierpię takiego wzroku. Ta pycha. Grzech pierworodny wyryty w naszych duszach, najgorszy ze wszystkich.
   Wciąż istnieją ludzie, którzy nie biorą mnie na poważnie.
   Chcę ją zabić.
   Chcę wydłubać jej oczy i zostawić je sobie na pamiątkę.
   Ale najpierw pozwoliłabym jej zobaczyć jak podcinam jej żyły i smakuję jej zepsutą krew.
   Tak, ta wizja napawa mnie szczęściem.
   Niestety, nieważne jak bardzo bym tego chciała, nie mogę jej tego zrobić choćby dlatego, że mam skute ręce. Poza tym nie mam noża i jestem dzisiaj na to zbyt leniwa.
   Pozostaje mi zatem patrzeć na nią z równym zainteresowaniem. I tak samo zagadkowym grymasem.
   Nieznajoma puściła mi oko. Tym samym grymas z mojej twarzy zniknął

   Dotarliśmy na miejsce. Po raz kolejny zostaliśmy wyprowadzeni przez funkcjonariuszy, tym razem z furgonetki do budynku. Tam kazali nam się umyć, dano nam nowe ubrania, a potem zrobiono kilka zdjęć, tak jak w filmach, jako standard. Cele były dwuosobowe i raczej małe. Łatwo było o klaustrofobię. Nie mam pojęcia z jakiej racji, ale przydzielono mi tą rozhisteryzowaną blondynkę. Już sama jej obecność jest wkurzająca. Jak mi się tu zacznie drzeć, to osobiście ją uduszę.
   Umieram z głodu. Nie wiedziałam, która godzina, ale czułam, że jest pora obiadowa. Albo po. jeśli to drugie to pozostaje mi czekać.
   Pomieszczenie jest jaśniejsze niż je sobie wyobrażałam. Panuje tu atmosfera jak w szpitalu. To przez kolor ścian. Okno jest niewielkie i z kratami. W pokoju stoi łóżko piętrowe, grzejnik, mały stolik, dwa krzesła i sedes. Brakuje tylko lodówki i można stąd nie wychodzić. No, ale za pięknie by było. Jedzenie podawane jest na stołówce.
   Trochę jak w szkole z internatem.
   Wchodzę na łóżko pod sufitem. Za jakiś czas na pewno każą nam iść na obiad, albo kolację, albo obiadokolację. Do tego czasu nie będę się przemęczać. Widziałam kilka artykułów o takich sytuacjach. Początki zawsze są najgorsze. Jeżeli nie zachowasz zimnej krwi, stajesz się ofiarą.
   Boję się.
   Cholernie się boję.
   Czuję jak mi powoli puchną powieki, a z oczu leją się słone łzy. Dobrze. Wolę teraz tutaj niż później przy wszystkich. Jeżeli okażę słabość w formie szlochania, zniszczą mnie.
   Płacz Aniu. Wypłacz się.

piątek, 19 lipca 2013

Kwiat Baobabu ♥

    Hej, dawno nie pisałam ;o To przez szkołę i lenistwo ;( Ale nareszcie są wakacje, więc postaram się pisać częściej ;d Mam dzisiaj niezłą wenę, prawdopodobnie napiszę sporo ^-^
    Wcześniej zaczęłam pisać "Kwiat Baobabu", ale przestałam, kiedy stwierdziłam, że moja wizja jest do bani ;-; Wtedy zjawiła się Ela i napisałam jej coś, co przesądziło o moim pomyśle. W ten sposób wam piszę, że moje "dzieło" zostanie lekko przerobione. A pisząc "lekko" mam na myśli "mocno". Bo zmieni się wszystko, od charakteru głównego bohatera do miejsca akcji. 
    Wiem, że nie powinnam czegoś takiego robić, ale myślę, że ta przerobiona wersja będzie dużo ciekawsza i bardziej prawdopodobna niż poprzednia. A zatem miłej lektury :)


Rozdział 1

15 lipca

   Kłamstwo.
   Wszystko, co mówili było kłamstwem. 
   Wszystko, czego mnie uczyli było kłamstwem.
   Wszystko, co mi wpajali było ohydnym, perfidnym łgarstwem, które jak drzazga wżynało się w mój niczego nieświadomy umysł. 
   To był koniec...
   Koniec czego? Miłości? Beztroski? Radości?
   Nie... To był koniec wszystkiego... Całego mojego dotychczasowego życia...
   - Panno Chmielewska, jako, że była pani w pełni świadoma umysłowo oraz że jest już pani osobą pełnoletnią, skazuję cię na dożywocie pod zarzutem...
   Należało im się. Wszystkim. Bez wyjątku. Łzy by tego nie rozwiązały. Ani gniew, ani milczenie. Trzeba było zrobić więcej. Na początku się bałam, ale kiedy skończyłam z Mamą... Reszta była już łatwa.
   Pięć osób. Każdy po jednym cięciu. Wszędzie w to samo miejsce. W to samo zabójcze miejsce zapewniające cichą, bolesną śmierć. I kilka sekund agonii.
   Ciekawe, jak to jest? Czy uczucie agonii może być podobne do tego poczucia wolności, kiedy kończy się rok szkolny? Czy może jest to coś ciężkiego zupełnie jak strach, gniew czy ogólnie rzecz biorąc stres? Nie opowie mi tego żadna książka, nikt i nic nie może. Jedyny sposób żeby się dowiedzieć to śmierć.
   Być może niedługo to się stanie, bo właśnie wyszłam z sali rozpraw i zamknięto mnie w areszcie. Zostanę tutaj do rana, dopóki nie przyjedzie pancerna ciężarówka. Nią dojadę wraz z innymi skazańcami do więzienia. To będzie mój nowy "dom". Na całe życie.
   Nie będę więcej rozpieszczana, traktowana jak dziecko, nikt nie będzie mi rozkazywał... Oprócz tych ludzi w mundurach. Wreszcie jestem traktowana jak dorosła. Długo o tym marzyłam.
   Wreszcie ktoś się mnie boi.
   Na myśl przyszły mi twarze osób, które przyszły na rozprawę. Mimo że łzy same spływały mi po policzkach, czułam dumę. U babci, dziadka, cioci, wujka, w każdych oczach widziałam ból, pogardę, gniew i przede wszystkim strach. Strach, który wzbudziłam ja. "Ledwie wijący się pączek" myśleli. Brednie! Nie jestem już "pąkiem" od dwóch lat! Jestem kwiatem! Czarną różą z wolna nadgryzaną przez pleśń i pasożyty!
   Uśmiechnęłam się. Cóż może być tą wyniszczającą mnie siłą? Moja pycha? Przewrażliwienie? Chęć pokazania wszystkim, że ze mną nie można igrać? Tak, chyba to ostatnie. Ludzie nigdy nie brali mnie na poważnie. Kiedy powiedziałam Mamie, że chciałabym się zapisać na medycynę, wyśmiała mnie. Inni również. A zatem zrezygnowałam z pomysłu.
   Teraz mogę ze spokojem stwierdzić, że jestem wolna. Może nie w znaczeniu fizycznym, ale wewnątrz czuję się tak, jak kanarek, który opuścił złotą klatkę. Moje zgniłe serce nie jest już miażdżone przez niewidzialne ściany, a umysł przestał nosić jakiś wyimaginowany ciężar. Mam teraz wrażenie, że mogę zrobić wszystko.
   Już pokazałam tym ludziom do czego jestem zdolna. Teraz wystarczy przetrwać. Zdaję sobie sprawę z tego, jakie społeczeństwo urzęduje w tamtym miejscu. Złodzieje, gwałciciele, oszuści, mordercy... i wiele innych. Każdy z nich jest niebezpieczny. Nikomu nie mogę zaufać.
   Pod tym względem nic się w moim postępowaniu nie zmieni.
   To był bardzo aktywny tydzień. Zmęczyłam się tym zamieszaniem. Zdrzemnę się.
   Ta martwa cisza...
   Och... Zostawiłam na podłodze koszulkę...
   Po sali rozbrzmiewa mój chichot.