Czacik-kiełbasik ;b

sobota, 27 lipca 2013

Kwiat Baobabu ♥

16 lipca

   Moja drzemka trwała całą noc.
   Pomimo wczesnej godziny, słońce już w pełnej okazałości rozświetlało miasto. Wtedy zostałam obudzona. O około w pół do siódmej przyszli do mojej celi funkcjonariusze i wyprowadzili moją osobę w kajdankach. Spokojnie przez wąskie korytarze przechodziło również kilka innych kobiet. Wszystkie z eskortą. Ponieważ dopuściłyśmy się haniebnych zbrodni, zostaniemy przeniesione do więzienia z prawdziwego zdarzenia. Ciekawi mnie, o jakie zbrodnie konkretnie chodzi.
   Kiedy kazano nam wejść do pancernej ciężarówki, jedna z tych młodszych przestępczyń odważyła się uderzyć jednego z prowadzących ją policjantów w głowę, a następnie uciec. No, ale reakcja była natychmiastowa. Nie dość, że dziewczyna przewróciła się w biegu, to jeszcze strażnicy zaczęli ją okładać pałkami. Nie mam pewności czy straciła przytomność, ale nie trafiła do furgonetki o własnych siłach.
   Od jednego z funkcjonariuszy usłyszałam:
   - Pojebana kurwa...
   Jak my wszystkie, staruszku.
   Reszta się nie stawiała. Łącznie ze mną. Nie zamierzam się buntować w świecie, w którym przeżywasz lub giniesz. To by było niezdrowe zarówno dla mnie jak i dla innych. Nie chcę jeszcze się z tym światem żegnać, za bardzo mi na sobie zależy.
   Znam swoją wartość.
   Po przeniesieniu wszystkich zbrodniarek, zamknięto za nami drzwi i ruszono. Furgon zatrząsł się gwałtownie szarpiąc nasze sylwetki. Łącznie ze mną było nas 5.
   Najbardziej rzucająca się w oczy była ta buntowniczka, która została tak spałowana. Leży nam pod nogami półprzytomna z rozbitą głową. Co chwilę jęczy i stara się coś powiedzieć, ale za każdym razem z jej ust wydobywa się jedynie niezrozumiały bełkot. Krew spływa jej na skroń. Twarz na skutek obrażeń lekko spuchła, ale widać było, że to młoda kobieta, aczkolwiek starsza ode mnie. Jest szczupła i umięśniona, a na ramieniu wychyla się spod rękawa tatuaż, czaszka opleciona przez jakąś narośl. Pewnie różę, bo ma kolce.
   Dam głowę, że tu trafiła za bijatykę w barze.
   Naprzeciw mnie siedziała kobieta zdecydowanie starsza. Wygląda na 35 lat. Ewentualnie 40. Ma krótkie, kruczoczarne włosy i śniadą cerę, taką trochę jak kawa z mlekiem. Ma też brązowe oczy i krągłe, zgrabne ciało.
   Wydaje się być kompletnie obojętna tym, że odebrano jej wolność. Jej spojrzenie jest nieobecne i bez życia, jak u przyszłego samobójcy.
   Dziewczę siedzące obok mnie jest wyraźnie przerażone. Wykrzywiona w strachu twarz dodaje jej lat, więc trudno stwierdzić, w jakim jest wieku. Ma zniszczone włosy koloru blond i jasną skórę.
   Nie pasuje do otoczenia, w którym ma się znaleźć.
   Ostatnia z nich jest podejrzana. Nie "wydaje mi się". Jest. Osobnik posiada chytre zielone oczy i długie, rude, kręcone włosy. Cera blada jak gips, tylko na nosie i w okolicach widać coś, co można uznać za piegi. To ładna kobieta i chyba zdaje sobie z tego sprawę. Bije z niej aura pewności i dumy, o czym świadczy grymas, który utrzymuje na twarzy od dłuższego czasu. Na przedramieniu widać coś, co wygląda jak blizna. Własnoręcznie wycięte inicjały.
   Podejrzana kobieta na mnie patrzy. Nie spuściła ze mnie wzroku od kiedy wsiadłyśmy. Jej oczy wyglądają tak, jakby miały szyderczo powiedzieć: "Co ty wiesz o zbrodni, dzieciaku?"
   Nie cierpię takiego wzroku. Ta pycha. Grzech pierworodny wyryty w naszych duszach, najgorszy ze wszystkich.
   Wciąż istnieją ludzie, którzy nie biorą mnie na poważnie.
   Chcę ją zabić.
   Chcę wydłubać jej oczy i zostawić je sobie na pamiątkę.
   Ale najpierw pozwoliłabym jej zobaczyć jak podcinam jej żyły i smakuję jej zepsutą krew.
   Tak, ta wizja napawa mnie szczęściem.
   Niestety, nieważne jak bardzo bym tego chciała, nie mogę jej tego zrobić choćby dlatego, że mam skute ręce. Poza tym nie mam noża i jestem dzisiaj na to zbyt leniwa.
   Pozostaje mi zatem patrzeć na nią z równym zainteresowaniem. I tak samo zagadkowym grymasem.
   Nieznajoma puściła mi oko. Tym samym grymas z mojej twarzy zniknął

   Dotarliśmy na miejsce. Po raz kolejny zostaliśmy wyprowadzeni przez funkcjonariuszy, tym razem z furgonetki do budynku. Tam kazali nam się umyć, dano nam nowe ubrania, a potem zrobiono kilka zdjęć, tak jak w filmach, jako standard. Cele były dwuosobowe i raczej małe. Łatwo było o klaustrofobię. Nie mam pojęcia z jakiej racji, ale przydzielono mi tą rozhisteryzowaną blondynkę. Już sama jej obecność jest wkurzająca. Jak mi się tu zacznie drzeć, to osobiście ją uduszę.
   Umieram z głodu. Nie wiedziałam, która godzina, ale czułam, że jest pora obiadowa. Albo po. jeśli to drugie to pozostaje mi czekać.
   Pomieszczenie jest jaśniejsze niż je sobie wyobrażałam. Panuje tu atmosfera jak w szpitalu. To przez kolor ścian. Okno jest niewielkie i z kratami. W pokoju stoi łóżko piętrowe, grzejnik, mały stolik, dwa krzesła i sedes. Brakuje tylko lodówki i można stąd nie wychodzić. No, ale za pięknie by było. Jedzenie podawane jest na stołówce.
   Trochę jak w szkole z internatem.
   Wchodzę na łóżko pod sufitem. Za jakiś czas na pewno każą nam iść na obiad, albo kolację, albo obiadokolację. Do tego czasu nie będę się przemęczać. Widziałam kilka artykułów o takich sytuacjach. Początki zawsze są najgorsze. Jeżeli nie zachowasz zimnej krwi, stajesz się ofiarą.
   Boję się.
   Cholernie się boję.
   Czuję jak mi powoli puchną powieki, a z oczu leją się słone łzy. Dobrze. Wolę teraz tutaj niż później przy wszystkich. Jeżeli okażę słabość w formie szlochania, zniszczą mnie.
   Płacz Aniu. Wypłacz się.

piątek, 19 lipca 2013

Kwiat Baobabu ♥

    Hej, dawno nie pisałam ;o To przez szkołę i lenistwo ;( Ale nareszcie są wakacje, więc postaram się pisać częściej ;d Mam dzisiaj niezłą wenę, prawdopodobnie napiszę sporo ^-^
    Wcześniej zaczęłam pisać "Kwiat Baobabu", ale przestałam, kiedy stwierdziłam, że moja wizja jest do bani ;-; Wtedy zjawiła się Ela i napisałam jej coś, co przesądziło o moim pomyśle. W ten sposób wam piszę, że moje "dzieło" zostanie lekko przerobione. A pisząc "lekko" mam na myśli "mocno". Bo zmieni się wszystko, od charakteru głównego bohatera do miejsca akcji. 
    Wiem, że nie powinnam czegoś takiego robić, ale myślę, że ta przerobiona wersja będzie dużo ciekawsza i bardziej prawdopodobna niż poprzednia. A zatem miłej lektury :)


Rozdział 1

15 lipca

   Kłamstwo.
   Wszystko, co mówili było kłamstwem. 
   Wszystko, czego mnie uczyli było kłamstwem.
   Wszystko, co mi wpajali było ohydnym, perfidnym łgarstwem, które jak drzazga wżynało się w mój niczego nieświadomy umysł. 
   To był koniec...
   Koniec czego? Miłości? Beztroski? Radości?
   Nie... To był koniec wszystkiego... Całego mojego dotychczasowego życia...
   - Panno Chmielewska, jako, że była pani w pełni świadoma umysłowo oraz że jest już pani osobą pełnoletnią, skazuję cię na dożywocie pod zarzutem...
   Należało im się. Wszystkim. Bez wyjątku. Łzy by tego nie rozwiązały. Ani gniew, ani milczenie. Trzeba było zrobić więcej. Na początku się bałam, ale kiedy skończyłam z Mamą... Reszta była już łatwa.
   Pięć osób. Każdy po jednym cięciu. Wszędzie w to samo miejsce. W to samo zabójcze miejsce zapewniające cichą, bolesną śmierć. I kilka sekund agonii.
   Ciekawe, jak to jest? Czy uczucie agonii może być podobne do tego poczucia wolności, kiedy kończy się rok szkolny? Czy może jest to coś ciężkiego zupełnie jak strach, gniew czy ogólnie rzecz biorąc stres? Nie opowie mi tego żadna książka, nikt i nic nie może. Jedyny sposób żeby się dowiedzieć to śmierć.
   Być może niedługo to się stanie, bo właśnie wyszłam z sali rozpraw i zamknięto mnie w areszcie. Zostanę tutaj do rana, dopóki nie przyjedzie pancerna ciężarówka. Nią dojadę wraz z innymi skazańcami do więzienia. To będzie mój nowy "dom". Na całe życie.
   Nie będę więcej rozpieszczana, traktowana jak dziecko, nikt nie będzie mi rozkazywał... Oprócz tych ludzi w mundurach. Wreszcie jestem traktowana jak dorosła. Długo o tym marzyłam.
   Wreszcie ktoś się mnie boi.
   Na myśl przyszły mi twarze osób, które przyszły na rozprawę. Mimo że łzy same spływały mi po policzkach, czułam dumę. U babci, dziadka, cioci, wujka, w każdych oczach widziałam ból, pogardę, gniew i przede wszystkim strach. Strach, który wzbudziłam ja. "Ledwie wijący się pączek" myśleli. Brednie! Nie jestem już "pąkiem" od dwóch lat! Jestem kwiatem! Czarną różą z wolna nadgryzaną przez pleśń i pasożyty!
   Uśmiechnęłam się. Cóż może być tą wyniszczającą mnie siłą? Moja pycha? Przewrażliwienie? Chęć pokazania wszystkim, że ze mną nie można igrać? Tak, chyba to ostatnie. Ludzie nigdy nie brali mnie na poważnie. Kiedy powiedziałam Mamie, że chciałabym się zapisać na medycynę, wyśmiała mnie. Inni również. A zatem zrezygnowałam z pomysłu.
   Teraz mogę ze spokojem stwierdzić, że jestem wolna. Może nie w znaczeniu fizycznym, ale wewnątrz czuję się tak, jak kanarek, który opuścił złotą klatkę. Moje zgniłe serce nie jest już miażdżone przez niewidzialne ściany, a umysł przestał nosić jakiś wyimaginowany ciężar. Mam teraz wrażenie, że mogę zrobić wszystko.
   Już pokazałam tym ludziom do czego jestem zdolna. Teraz wystarczy przetrwać. Zdaję sobie sprawę z tego, jakie społeczeństwo urzęduje w tamtym miejscu. Złodzieje, gwałciciele, oszuści, mordercy... i wiele innych. Każdy z nich jest niebezpieczny. Nikomu nie mogę zaufać.
   Pod tym względem nic się w moim postępowaniu nie zmieni.
   To był bardzo aktywny tydzień. Zmęczyłam się tym zamieszaniem. Zdrzemnę się.
   Ta martwa cisza...
   Och... Zostawiłam na podłodze koszulkę...
   Po sali rozbrzmiewa mój chichot.