Czacik-kiełbasik ;b

piątek, 22 lutego 2013

Ja zacznę ;)

Ok, moje piśmidełko nazywa się "Kwiat Baobabu" i to jest moje pierwsze prawdziwe dzieło od kiedy przyszło mi do głowy ćwiczyć pisanie (naturalnie po licznych poprawkach). Mam nadzieję, że się spodoba. I przypominam - to dopiero pierwszy rozdział.


Rozdział 1
„Brak nowych wiadomości”.
Znowu.
David, co się dzieje? Kiedy dasz mi znać, że jesteś już w drodze?
Chwileczkę! Czy mi się wydaje czy telefon dzwoni?? Nie rozłączaj się!
Ech… To tylko VirginMobile informuje o kończącej się możliwości wykonywania połączeń. Muszę poprosić Babcię o doładowanie konta.
Zaraz zwariuję!
Uspokój się, Eve. Nie tak zachowuje się dziewczyna, która czeka na telefon od przyjaciela z za granicy. Nie od przyjaciela.
Ale tak czy siak stęskniłam się, więc mam prawo wariować. Z Davidem znam się od dziecka, a od kiedy wyprowadził się do Szwecji, jest tutaj tak strasznie nudno.
Tak, w Nowym Jorku może być nudno.
Niestety, muszą nam wystarczyć tylko rozmowy telefoniczne i internetowe. Tak dawno go nie widziałam! Ciekawe, jak bardzo się zmienił przez ten czas. Wspominał, że chyba psuje mu się wzrok. Prawdopodobnie będzie teraz nosić okulary. Albo soczewki. Poza tym czy dalej nosi aparat na zęby? Jeśli nie to chciałabym go teraz zobaczyć. Och, pisał, że udało mu się wykonać jakąś piosenkę na keyboardzie. Nie wiem którą, ale chętnie bym posłuchała.
Miał niedługo przylecieć. Zanim się przeprowadził, obiecał mi, że odwiedzi mnie, jeśli uda mi się zdobyć stypendium. Udało się! Ledwo, ale ważne, że dałam radę. Kiedy wysłałam mu swoje świadectwo, powiedział, że mam na tyle wysokie stopnie, że na spokojnie mogłabym studiować razem z nim. Oboje uznaliśmy, że to świetny pomysł. Co prawda nie wiem, czy w Szwecji mówi się po angielsku, ale wierzę, że w razie czego David mi pomoże. Zawsze mi pomagał.
A zatem moje papiery zostały już wysłane, a my umówiliśmy się, że David zadzwoni do mnie, gdy już wyląduje w Nowym Jorku. Potem trochę u mnie pomieszka, a pod koniec ferii letnich zabierze mnie ze sobą do Szwecji. Babcia, ja i wszyscy, których znam (facebook) są już psychicznie nastawieni na to, że opuszczę to miejsce. A ja jestem taka podekscytowana!
Ale nic z tego nie wyjdzie, jeżeli David nie przyleci!!
- Wnusiu, nie martw się tak. On pewnie teraz śpi. W Szwecji jest jeszcze noc. – uspokaja mnie Babcia
- Ale on już nie jest w Szwecji. Dwa dni temu zawiadomił mnie, że wylądował w Maroku i że stamtąd przyleci tu. Czemu jeszcze nie zadzwonił??
- W Maroku też jest noc…
- To nie ma znaczenia! Już dawno powinien tu być. Matko, a co jeśli miał wypadek? Albo ktoś go porwał? Albo…
- Za bardzo się tym wszystkim przejmujesz. Spokojnie, kochanie. Napij się herbaty, ochłoń trochę…
Usłyszałam dzwonek. Był to nasz telefon stacjonarny. Prawdopodobnie to ktoś do Babci.
- Odbiorę – powiedziałam i podeszłam do telefonu
Pomimo że Babcia ma w sobie więcej energii niż ja, wolałabym jej nie zamęczać. Ostatnio skarżyła się na ból w klatce piersiowej.
Hm… A może to los daje mi do zrozumienia, abym jej nie zostawiała? W końcu, od czasu śmierci rodziców to właśnie ona się mną opiekowała. Dała mi dach nad głową, jedzenie, miłość i szacunek do samej siebie.
Ale jednak wciąż mówiła, że nie chce mnie zatrzymywać. A ja ciągle powtarzałam, że jeśli mnie potrzebuje, to zostanę. Ale Babcia jest strasznie uparta! W końcu to ona wygrała spór. Z wysłaniem papierów szkolnych czekałam aż byłabym całkowicie pewna, że Babcia nie ma nic przeciwko temu. A ona pod moją nieobecność wysłała je do odpowiedniej szkoły. Nic już nie mogłam zrobić. Wtedy byłam całkowicie pewna zdania Babci.
Jest po prostu niesamowita! Daje ludziom tyle radości i ciepła, a sama nie oczekuje nic w zamian. Regularnie co tydzień przynosi do przytułku dla bezdomnych swoją słynną szarlotkę, zawsze pomaga przy różnego rodzaju uroczystościach (w tym również przy festynie na cześć Dnia Niepodległości), robi wszystko aby umilić innym życie.
Jestem z niej taka dumna!
Dlatego nie chcę zostawiać jej samej. Widzę, że od jakiegoś czasu chodzi coraz wolniej. Poza tym co jeżeli się kiedyś połamie? Kto jej wtedy pomoże?
Wierzę jednak, że robi to wszystko, ponieważ mnie kocha i chce mi dać dobry przykład. A ja kocham ją i podziwiam. Nie zmieniłabym jej na nikogo innego.
Podniosłam słuchawkę, oczekując na głos jednej z jej przyjaciółek, lecz usłyszałam inny, dużo młodszy i głębszy; męski głos. Znałam go jak żaden inny.
- Dzień Dobry. Czy dodzwoniłem się do państwa Johnson’ów?
To był David!
Gdyby był tu osobiście, rzuciłabym się mu na szyję, jednak ze względu na okoliczności ograniczę się do ostrego opieprzenia.
- Czy ty chcesz, żebym nerwicy dostała?? Myślałam, że coś ci się stało! Czemu nie odbierałeś?? Czemu nie dzwoniłeś?? Jak po ciebie przyjadę, to jak w banku masz u mnie w łeb!
Przez chwilę w słuchawce słychać było tylko szum. Już zaczęłam się bać, że to nie był David i że nakrzyczałam na jakiegoś obcego faceta. Jak o tym myślałam to robiłam się lekko ceglasta.
W końcu znów usłyszałam jego głos:
- Mi też miło cię słyszeć. – powiedział najwyraźniej rozbawiony – Wybacz, że nie dawałem żadnego znaku, ale ktoś mi ukradł telefon.
- Nic mnie to nie obcho… Ten super mega drogi telefon dotykowy z „Apple”??
- Ten sam.
- Naucz się w końcu pilnować swoich rzeczy!
- To nie moja wina. Wystarczyła tylko chwila nieuwagi i „Poof!”. Znika portfel, telefon, paszport, odtwarzacz MP4…
- Ale tobie zginęła tylko komórka, prawda?
- Tak. Całą resztę mam.
Chociaż tyle.
- Aha, a słuchaj, kiedy ty…
- Martwiłaś się o mnie? – spytał zmienionym głosem na coś w stylu Elvis Presley.
- Nie prowokuj mnie. Nie mam nastroju.
- Dobra.
- A więc… Kiedy będziesz?? Już jesteś?? Mamy przyjechać??
- A no taaak, nie.
Co?
- Ale że co „nie”? Jeszcze cię NIE ma, czy mamy NIE przyjeżdżać? – spytałam nie do końca pewna tego co usłyszałam.
David zaczął wyjaśniać, że jego dziadek zmarł i że chciał żeby jego prochy pochowano w rodzinnych stronach, czyli w Niemczech. Wczoraj się o tym dowiedział i przyleciał tam najszybciej jak się da, aby wesprzeć swoją babcię. Dlatego naszą wizytę trzeba będzie przenieść na inny termin.
Sama dobrze wiedziałam jak to jest stracić kogoś z rodziny, wiec rozumiałam jego problem. Nie pojmowałam tylko jednej sprawy:
- Jak to za na następny rok??
- Ferie letnie niedługo się skończą, a pogrzeb zapewne trochę potrwa. Nie chciałbym zostawiać w takiej sytuacji swojej rodziny, więc mamy dwie możliwości: albo przeniesiemy naszą wizytę na ferie zimowe, albo sama przylecisz do Szwecji, gdy wrócę.
- David, dobrze wiesz, że Babcia nie puści mnie samą do samolotu. Pełnoletność osiągnę dopiero za 4 lata. Proszę, postaraj się chociaż przylecieć żeby mnie odebrać.
Po drugiej stronie nie było nic słychać oprócz szumu i oddechu Davida. Zawsze milczy, gdy intensywnie myśli, więc zapewne rozpatrywał dostępne możliwości. Jemu także zależy na tym wyjeździe.
W końcu po dłuższej przerwie postanawiam się odezwać:
- David, jesteś tam?
W odpowiedzi usłyszałam westchnienie, a następnie słowa:
- Wiesz, mógłbym spróbować się wymknąć do ciebie żeby cię zabrać, ale na bardzo krótko. Ale to pod koniec wakacji, po pogrzebie.
- Mógłbyś tak zrobić?
- Cóż, istnieje duże prawdopodobieństwo, że rodzice ostro się na mnie wkurzą za taki wybryk i przez jakieś dwa lata będą mi to wypominać, ale czego się nie robi dla Malutkiej Eve, kiedy mnie potrzebuje?
Tu jest mowa o moich studiach, a ten nadal nazywa mnie „Malutką Eve” tylko dlatego, że jest ode mnie starszy o rok. A przecież „Malutka Eve” jest już kobietą.
Przerwał na chwilę naszą rozmowę. Pewnie ktoś z jego licznej rodziny go zaczepił. Chwilę później znów się odezwał, ale tylko po to, aby powiedzieć mi, że musi już iść. Jego babcia jest w rozsypce i musi ją pocieszyć.
- Nie ma sprawy – powiedziałam – Twoja babcia musi się pewnie czuć okropnie. Będzie lepiej, jeśli ją wesprzesz.
- Dzięki, że rozumiesz. A, i ty też się nie załamuj. To jeszcze nie tragedia.
David uważa, że jestem „odrobinę przewrażliwiona”.
- Ok. To pa.
- Pa pa.
- Pa pa.
- Kocham cię.
- Ja ciebie… Zaraz. Co??
Rozłączył się.
No dobra, to było dziwne.
Ale muszę przyznać, że jestem zawiedziona. Myślałam, że kiedy David przyleci, ja i on będziemy mogli się wyszaleć za wszeczasy. Tyle razy myślałam o tym, co będziemy robić. Było od grona możliwości!
Ale wygląda na to, że znów będziemy musieli ograniczyć się do kontaktów na odległość.
- Co się stało, kochanie? – usłyszałam zza pleców głos Babci
- Dawid nie może przyjechać.
Dopiero, kiedy usłyszałam to z własnych ust, dotarło do mnie, co to znaczy. Poczułam jak z każda sekundą coraz bardziej czerwienią mi się policzki, a do oczu napływają łzy. Nie chciałam płakać z tak banalnego powodu, ale nie mogłam tego powstrzymać. Rozmowy telefoniczne i internetowe mi nie wystarczały. Potrzebowałam jego obecności.
Potrzebuję cię, David!
Nagle poczułam ciepły uścisk Babci. Odwróciła mnie, położyła mi swoje dłonie na policzkach i przycisnęła moją twarz do siebie. Zaczęła mi mówić do ucha słowa otuchy, głaszcząc mnie po głowie. Tak naprawdę oprócz Davida i Babci nie miałam nikogo. Zawsze byłam samotnym wilkiem (a raczej samotną wilczycą). Nie odczuwałam większej potrzeby zaprzyjaźnienia się z kimś.
Ale teraz, kiedy Davida przy mnie nie ma…
…pozostała mi tylko Babcia.
I szlag mnie trafi, jeśli ją stracę…
- Przykro mi z tego powodu, słonko. Zawsze byliście nierozłączni, więc taki układ z pewnością musi być dla ciebie ciężki.
- Chyba niepotrzebnie tak dramatyzuję…
- Eve, nie zgrywaj twardzielki, bo przypominasz mi wtedy twojego dziadka.
Babcia mówiła, że dziadek był strasznym twardzielem, bez honoru i godności. Bez przerwy pakował się w jakieś kłopoty, ciągle wywalali go z pracy za różnego rodzaju awantury, bił babcię. Kiedy się z nim rozstała, okazało się, że jest z nim w ciąży. Krótko po tym jak wydała mamę na świat, ktoś zastrzelił dziadka w ramach obrony.
Co mogę powiedzieć? Doigrał się.
- Co do dramatyzowania, to masz do tego prawo.
- Ale sama nie wiem…
- Nie wszystko da się zaplanować. Czasem plany zbaczają z kursu.
Nastała chwila niezręcznej ciszy To kochane ze strony Babci, że chce mnie pocieszyć, ale niestety, to nic nie daje.
Poza tym jedna rzecz mnie nurtuje…
- Jak się żegnaliśmy, David powiedział, że mnie kocha.
Babcia nie ukrywała zaskoczenia.
- Naprawdę?? Powiedział tak??
- Tak.
- Myślałam, że nigdy ci tego nie powie!
To mnie jeszcze bardziej zaskoczyło.
- Nie rozumiem…
- Może i jestem stara, ale nie ślepa. Wielokrotnie widziałam, w jaki sposób na ciebie patrzył. Poza tym te rumieńce, gdy go chwaliłaś…
- Daj spokój, babciu! Jestem pewna, że Davidowi chodziło o coś innego. Przyjaciele często sobie mówią, że się kochają.
- Ale nie kiedy przyjaciółmi są chłopak i dziewczyna. Wtedy mówią, coś w stylu „uwielbiam cię”, ale nigdy „kocham cię”.
- Nadal uważam, że co innego miał na myśli! Pewnie chciał jeszcze dopowiedzieć „jak siostrę”, tylko zasięgu zabrakło.
- Wierzysz w to?
- Tak. Powiem więcej: jestem tego pewna. W końcu mówimy o kimś, kto się boi podejść do dziewczyny żeby spytać o lekcje.
- Oprócz ciebie.
- Oprócz mnie.
I znowu zapadła cisza. Po tym, co usłyszałam, nie jestem pewna czy się do niego odzywać. Powinnam z nim o tym pogadać, czy udać, że się tego nie słyszało?
Nagle Babcia znów się odezwała:
- Hej, skoro to dla ciebie tak ważne, to może to my go odwiedzimy?
Nie mogłam uwierzyć własnym uszom.
- Naprawdę?? – spytałam zaskoczona – Ale Babciu, lot samolotem może być dla ciebie bardzo męczący. Nie chcę żeby coś ci się stało…
Na te słowa Babcia zareagowała śmiechem, a przecież nie żartowałam.
- Evangeline, nie musisz mnie taktować jak schorowaną staruszkę. Polecimy tam, bo wysłałyśmy tam twoje szkolne papiery i przede wszystkim musisz skończyć szkołę. Moim priorytetem jest dopilnowanie, abyś wyszła na ludzi.
- Kocham cię, Babciu! – krzyknęłam z radością, rzucając się jej na szyję
- Mam tylko jedną prośbę.
- Jaką?
- Spróbuj się przez ten czas z kimś zakolegować. Byle nie za blisko, żebym znowu nie musiała po ciebie lecieć. Poza tym nie chcę patrzeć jak cierpisz w samotności. Już się napatrzyłam.
To graniczy z cudem. Szansa na to, że znajdę tutaj kogoś, kogo polubię, jest taka sama jak na to, że trafię do więzienia.


Nastał wreszcie ten moment, kiedy rodziny, zakochane pary i przyjaciele przychodzą do Central Parku, aby uczestniczyć w festiwalu na cześć 4 lipca. Dzień Niepodległości – moje ulubione święto. Zawody w jedzeniu hot dogów na czas, koncerty i – najlepsza atrakcja – pokazy sztucznych ogni. Kiedy przychodzi czas na to trzecie, jest wtedy tak piękne. Jakby niebo zostało stworzone na nowo.
Jak już wspomniałam, przy tym festiwalu Babcia również pomagała. Jak przy każdym głośnym festiwalu robiła co się da, żeby innym było lżej. Jest taka dobra…
Ja za to pomagałam Babci. Pomimo iż uważa, że daje sobie radę, to wolę być blisko niej. Nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć.
Co do jej sugestii, a raczej prośby, to… nie idzie zbyt dobrze. Nigdy nie radziłam sobie z zawieraniem nowych znajomości, a dotychczasowi koledzy są jak dla mnie strasznie nudni. No, ale cóż, co poradzić? Może na festiwalu kogoś poznam?
Chwileczkę… A gdzie Babcia?
A! Jest.
- Babciu, nie oddalaj się tak ode mnie, bo się wtedy zaczynam… martwić…
Właśnie wtedy ujrzałam nieznanego mi jak dotąd chłopaka, stojącego obok mojej babci. I muszę przyznać, że był… niebrzydki…
No dobra, był boski!
Do diabła, czerwienią mi się policzki…
- Ah, Eve! Właśnie o tobie rozmawialiśmy. Poznałaś już Henrego? Bardzo miły z niego młodzieniec. Zamierza iść na medycynę, wiesz?
Babciu! Co ty wyprawiasz??
Boże, co za wstyd! Moja babcia próbuje mnie zeswatać z jakimś obcym facetem. Szczyt szczytów!
- Dobry wieczór… - odezwał się nieznajomy
- Hej… - odrzekłam – Uhm, jakby ci to powiedzieć… Nie podrywaj mojej babci.
Zachichotaliśmy. Miał bardzo ładne zęby. Nie pamiętam, kiedy ostatnio osobiście rozmawiałam z kimś innym niż z Babcią i Davidem. A co dopiero z chłopakiem!
Dla ścisłości: w moim świecie David nie jest zaliczany do chłopaków. David to David.
Jeśli nie liczyłby okrzyków tłumu i pokazów fajerwerków, to byłoby cicho jak makiem zasiał. Nie znoszę takiej niezręcznej ciszy podczas rozmów.
Ale jest coś jeszcze gorszego…
- No więc, Henry… Masz jakiś wolny wieczór w najbliższym czasie?
… na przykład, kiedy twoja babcia próbuje cię umówić na randkę!
- Babciu!
Poczułam na twarzy niepohamowaną falę gorąca. Na pewno byłam czerwona jak cegła. Na szczęście w tym samym czasie ktoś go zaczepił. Trochę mi ulżyło.
- Babciu, przepraszam, że się tak wyrażę, ale muszę – odbiło ci??
Normalnie każda inna babcia byłaby zaszokowana i zaczęłaby w takiej sytuacji pouczać swojego wnuka, ale nie moja. To twarda i pogodna kobieta, więc nie sposób jest ją obrazić. Z moją babcią jesteśmy na „ty”, chociaż nigdy nie miałam odwagi odezwać się do niej po imieniu.
- Ja chcę tylko znaleźć miłego kolegę dla swojej wnuczki, bo najwyraźniej sobie nie radzi. – tłumaczyła
- W moim świecie takie zachowanie jest nazywane „swataniem”.
- Ty i ten twój świat…
Chyba nie muszę wspominać, że pod każdym względem jesteśmy różne?
- Tak czy siak, nie życzę sobie tego, abyś szukała mi zna…
Niechcący zerknęłam na dolne partie ciała wybranka Babci i zupełnie wbrew swojej woli i naturze nie odwróciłam się. Wręcz przeciwnie – pożerałam go wzrokiem, niczym głodny lampart polujący na tłustą, soczystą dziką świnię. Na domiar złego zaczęłam tak jakoś dziwnie, niezrozumiale mruczeć pod nosem. Nie mogłam się powstrzymać. Ach, jak mi się podobał jego zadek…
Odwróć wzrok, idiotko!
- Eve? Eve! Coś się stało?
Na szczęście głos Babci z powrotem przywrócił mnie na ziemię.
- Dobrze się czujesz, kochanie? – spytała
- Trochę kręci mi się w głowie, ale jest dobrze.
- Jesteś pewna? Nie wyglądasz dobrze. Jesteś jakaś taka strasznie blada. Może nie powinnaś była brać udział w konkursie jedzenia hot dogów na czas?
Piętnaście hot dogów w minutę to nie jest tak mało jak się wydaje. Tak samo jak wypicie kufla oleju – to wcale nie takie łatwe.
- Ale to wtedy bolałby mnie brzuch, nie głowa. – stwierdziłam.
- Myślę, że powinnaś wrócić do domu.
O nie…
- Wrócę do domu razem z tobą.
- O nie, kochanie, ja tu jeszcze mam kilka rzeczy do zrobienia. Będziesz musiała wrócić sama.
- I zostawić cię tu? Nie ma mowy! A jak ci się coś stanie??
- Ja sobie poradzę. Wrócę niedługo i ja. Obiecuję.
„Czasem plany zbaczają z kursu”…
Ale nie ma sensu się z nią kłócić, bo i tak zawsze ona wygrywa spór. Pożegnałam się z nią i wróciłam do domu. Tam poczułam jak nadmiar hot dogów szuka wyjścia z mojego żołądka (Jezus Maria! Z drogi!) i pognałam do łazienki. Kiedy było już po wszystkim, umyłam się, przebrałam w piżamę, zrobiłam sobie ziółka i poczłapałam oglądać telewizję. Nigdzie nie mogłam znaleźć żadnego ciekawego programu, więc przeskakiwałam z kanału na kanał w nadziei, że znajdzie się coś ciekawego.


Hm… Robi się późno. Czemu babci jeszcze nie ma?
O! Na AXN leci CSI! Wreszcie coś ciekawego!

niedziela, 17 lutego 2013

Witam,witam,witam *-*

Witam tu Madam Żelek :3 Moja współblogerka już wam wytłumaczyła na czym będzie polegał ten blog,więc mi nie pozostaje nic innego niż wytłumaczyć co na tym blogu będę robić ja ;)Jak już wcześniej wspomniała Flądzia,będę tu pisać moją opowieść pt; "Four Walls"(dla tych co nie znają angielskiego "Cztery Ściany" x3 ) opowieść ta opowiada o przygodzie która spotkała zwykłą dzienikarke Claudie Niger'Cor i będzie się ona toczyć na przełomie XIX i XX wieku.Będzie to opowieść fantastyczno-przygodowa,urywki będę się starała dodawać w miarę regularnie.Możliwe także że będę do nich załączała rysunki,osobiście uważam że nie są świetne ale zawsze coś ;) W następnym wpisie zamieszczę już część pierwszego rozdziału i  eemm... nazwijmy to "okładką książki" ;D 
To by było na tyle więc cześć do następnego wpisu ;*
                                                                                       Madame Żelek

sobota, 16 lutego 2013

Flądzia i Madam Żelek mówią HEJO! xD

Ktoś kiedyś powiedział "Pióro skuteczniejsze od miecza"... Czy jakoś tak.

I miał rację ;) Codziennie spotykamy w naszym życiu jakieś teksty, które nas bawią, przyprawiają o płacz lub sprawiają, że się boimy. Nie mam racji?

Jestem Flądzia, a moja współblogerka to Madam Żelek. Będziemy na tym blogu pisać najróżniejsze opowiadania, aby przywołać w was uczucia, o których wspomniałam i znacznie więcej (oczywiście także dlatego, bo lubimy ;p), Cóż, co prawda żadne z nas profesjonalistki, ale co z tego? Ja zamierzam być w przyszłości pisarką i chcę wam przekazać to co siedzi mi w głowie ;]. Co do mojej kumpeli to nie mam pewności x3. Ale wiem, że będzie "bazgrolić" (jej słowa) opowiadanie/książkę pt.: "Four Walls". Brzmi ciekawie, prawda? ;3

Tak więc, milordy, zapraszam serdecznie do czytania naszych postów, itp., itd. Wiadomo o co chodzi x]

A to my ;P